Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Fionna and Cake and Fionna

rinoasin

Czasami ciekawy pomysł sprawdza się jednorazowo i z każdą kolejną próbą odgrzania go coraz mocniej traci na świeżości. Tak właśnie jest z odcinkami poświęconymi Fionnie i Cake. Cała początkowa oryginalność wyparowała, pozostało jedynie wielkie MEH.

fiona

Co ciekawe, początek odcinka mnie zaintrygował - zaczęliśmy od Finna i Jake'a, co było nietypowe jak na epizod poświęcony ich alternatywnym odpowiednikom. Potem było jeszcze ciekawiej bo niespodziewanie w historii pojawiła się wiekowa Fionna, a mojej głowie zrodziło się z tysiąc pytań. Niestety, im dalej w las, tym gorzej, a z dużej chmury mały deszcz jak to powiadają.

Akcja toczyła się dwutorowo - mieliśmy wątek Ice Kinga przygarniającego pod swój lodowy dach Fionnę oraz uwiecznione na kasecie VHS przygody bohaterki i jej kociej przyjaciółki. Nie mam nic przeciwko takim zabiegom, dobrze poprowadzone historie są w stanie uzupełnić się i pogłębić. Niestety, nie w tym przypadku. Połączone wspólnym motywem uzurpatora opowiastki ani ziębiły, ani grzały. Nie pomógł też czas antenowy, w ciągu jedenastu minut można co prawda przedstawić parę grayblesów ale dwa pełnoprawne wątki już nie. Ani jeden ani drugi nie został w pełni rozwinięty. Co więcej, oba zostały zakończone w mało satysfakcjonujący sposób. Nie jestem też pewna co twórcy chcieli Nam powiedzieć, może to, że nie można być naiwnym. Jeśli tak, to nie wyszło to za dobrze, tym bardziej że zamiast puenty historia po prostu się urwała.

W odcinkach skupiających się na Fionnie i Cake zawsze ogromną radość sprawiało mi oglądanie kolejnych wariacji na temat doskonale znanych mi bohaterów. Z jednej strony byli na tyle podobni do swoich klasycznych wersji, że bez problemu mogłam powiedzieć kto jest kim. Z drugiej jednak projekty postaci były na tyle ciekawe, że nigdy nie wiało nudą. W tym odcinku po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć żeńska wersję Króla Ooo i gdy pojawiła się w pełnej krasie po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać czy to postać, której męski odpowiednik znam. To zdecydowanie nie był najlepszy design. Królową ratował natomiast dubbing, bo głosu użyczyła jej Chelsea Peretti czyli Gina Linetti z Brooklyn 9-9 we własnej osobie. A jak każdy dobrze wie, Gina jest doskonała we wszystkim i tym razem nie było wyjątku. Łyżka miodu w beczce dziegciu, czy jakoś tak.

Podsumowując, to nie był za dobry odcinek. Historie nie dość, że zostały przedstawione niedbale to, co gorsza, w ogóle nie angażowały i wręcz nudziły. Po tym epizodzie mam nadzieję, że Fionna i Cake nie wrócą do Adventure Time za szybko. Ode mnie 4-ka.

Ketchup

rinoasin

Kto by się spodziewał, że pod tak prozaicznym tytułem kryje się tak cudowny odcinek?

ket

Jak ja lubię, gdy twórcy nie idą po linii najmniejszego oporu i zamiast stawiać na ograne motywy prezentują widzom coś świeżego i nowego. Oczywiście, eksperymenty nie zawsze się udają, najlepszym przykładem niech będzie inny odcinek z Marcelie w roli głównej - Princess Day. Tam wampirzyca została sparowana z LSP i wszyscy doskonale wiemy jak to się skończyło. Na szczęście nie dostaliśmy powtórki z rozrywki, głównie dlatego, że BMO to BMO - ona nigdy nie stanie się tak irytująca jak LSP. Poza tym, w przeciwieństwie do Princess Day, Ketchup ma doskonały pomysł na fabułę, która bawi i wzrusza.

Ale zanim przejdziemy do fabuły to muszę zapytać - właściwie dlaczego tak późno zdecydowano się spakować na potrzeby odcinka Marcy i BMO? Toć to czysta poezja! Wyrozumiałość wampirzycy i rozkoszność konsoli doskonale razem współgrały. Były urocze, ale jednocześnie nie słodkie do obrzydzenia i nie obraziłabym się gdyby kiedyś jeszcze dostały wspólny odcinek. Lub dwa.

Co do historii to podoba mi się, że pod słodką powierzchnią ukrywało się coś głębszego. Bo to prawda - nie zawsze łatwo przychodzi Nam mówienie prawdy wprost, często o wiele łatwiej ją ubarwić pomijając lub zmieniając poniektóre elementy. BMO w swojej interpretacji podróży na wyspy pominęła wiele (ale nie Mordecaia z Regular Show, kurcze, ale ja za tym serialem tęsknię!), historia Marcy tymczasem była bardziej oczywista i ładnie uzupełniała historię zaprezentowaną w Elements. Jednak prawdziwym emocjonalnym gwoździem programu były ostatnie sceny, gdy Marceline zamiast wyznać BMO prawdę na temat swojej matki, prosi ją o wymyślenie historii na temat kobiety. I niech mnie, konsola stanęła na wysokości zadania nieświadomie perfekcyjnie uchwycając smutek oraz tęsknotę wampirzycy za rodzicielką. No coś pięknego.

Piękna była też strona wizualna. Każdy z segmentów został zaprezentowany w odmiennej stylistyce i kolorystyce, które idealnie pasowały do opowiadanych przez bohaterki historii. Osobiście najbardziej wizualnie urzekła mnie skąpana w ciepłych kolorach pierwsza opowiastka BMO. Prawdziwa uczta dla oczu!

Z odcinkami dzielonymi na segmenty bywa różnie. Mogą być obiecującą zabawą z treścią ale równocześnie rozczarowującym fillerem. Ketchup na szczęście należy do tej pierwszej kategorii i poza wizualnymi szaleństwami ma do opowiedzenia coś więcej. Ocena mogła być więc tylko jedna - zasłużona 10-ka.

Cztery minuty z Ligą Sprawiedliwości

rinoasin

Wczoraj skupiłam się na zwiastunie filmu od Marvela, dziś dla równowagi będzie DC z długaśną zapowiedzią Ligii Sprawiedliwości. Jeśli chcecie zobaczyć zwiastun, zajrzyjcie tutaj, moje komentarze i końcowa opinia tradycyjnie poniżej. I nie przedłużając – lecimy!

 78718053679925047987

- Zanim jednak skupimy się w pełni na zapowiedzi, parę słów o najnowszym plakacie produkcji, który w moim odczuciu jest świetny. Prosty, ale mimo to ma w sobie siłę, patrzę na tę piątkę herosów i z miejsca wiem, że z łatwością potrafią skopać przeciwnikowi tyłek. Co więcej – chcę to zobaczyć.

- Diana, yes! Widać, że po sukcesie Wonder Woman DC wierzy w Dianę i to nią otwiera zwiastun. Dziwimy się? Wcale!

- Diana, no! Niby konserwatorka zabytków, a o własną zbroję zadbać nie potrafi! Tylko w taki sposób potrafię wyjaśnić jakim cudem krwistoczerwona góra stroju heroiny stała się brązowa. Wstyd!

- Themyscira! Czyli jednak trochę koloru w tym filmie jednak będzie! Krótki występ zaliczy także królowa Hippolyta i już płaczę nad faktem, że nie będzie trwać dłużej niż parę minut.

- Sama nie wiem co myśleć o wyglądzie Steppenwolfa. Jego design jest ciekawy, ale niestety w całości stworzony z CGI, a ja specjalnie za tym nie przepadam. No ale z drugiej strony dzięki temu unikniemy padaki jaką był wąsaty Ares. Czyli… sama nie wiem, czy jestem za czy przeciw, poczekam na ostateczny efekt. Nie boję się natomiast o głos antagonisty, bo przemówi głosem Ciarana Hindsa, a ten głos ma zacny.

- Cały świat się tym ekscytuje, więc nowa nie będę, ale co tam – w tym świecie istnieją Latarnie! Wiem, że na tę chwilę pewnie poprzestaniemy na króciutkim napomknięciu i na właściwy film jeszcze poczekamy, ale już się nie mogę doczekać. Pierwsze filmowe podejście do tego tematu nie wypadło za dobrze, ale wciąż widzę w Zielonych Latarniach olbrzymi potencjał i bardzo chcę go obejrzeć na dużym ekranie.

- Rany, kolejny zwiastun i Cyborg wciąż wygląda jak z wytwórni Asylum. Rozumiem, że w tym przypadku niezbędne jest posiłkowanie się animacją komputerową, ale dlaczego wygląda ona tak koszmarnie? Ten film nie miał jeszcze premiery, a efekt już wygląda na taki, który ma dziesięć lat na karku. Mam nadzieję, że na czas premiery Cyborg będzie wyglądać przynajmniej znośnie.

- Ogólnie to Cyborg z całej gromadki wygląda najgorzej nie tylko pod względem wizualnym, ale także pod względem charakteru. Może to tylko dobór scen, ale wydaje mi się strasznie bezpłciowy i nudny. Mam nadzieję, że po seansie zmienię co do niego zdanie.

- Fascynuje mnie scena z hologramem. Czerwona peleryna jednoznacznie wskazuje na Supermana, ale te nóżki takie szczuplutkie? Hym, może Supergirl? To byłoby ciekawe, tylko nie wierzę, że udałoby się tak długo utrzymać w tajemnicy angaż aktorki do tak znaczącej roli.

- Wiem, że większość ludzki uważa, że film skradnie Aquaman, ale ja tam jednak kibicuję Flashowi. Ujmuje mnie pomysł nieopierzonego dzieciaka, który ma szansę walczyć u boku bardziej doświadczonych herosów. Hym, ten opis wydaje mi się znajomy… Dziwne ;).

- Aquaman zdewastował blok mieszkalny. Ale spokojnie, w filmie przynajmniej raz zostanie wspomniane, że ten był pusty. A, że ktoś w nim mieszkał lub mógł zamieszkać? KOGO TO OBCHODZI? Serio, DC ma fetysz bezsensownego ale efektownego niszczenia wszystkiego dookoła.

- To czerwone niebo wyglądałoby niepokojąco gdyby nie fakt, że razi po oczach pikselami. Tak jak lwia część efektów specjalnych, niestety. Ktoś może się oburzyć i stwierdzić, że takie powinny być bo to film komiksowy i owszem, czasami przerysowane CGI może wspomóc film, jak było w Strażnikach Galaktyki 2. Tyle, że tam ton filmu był inny, przez co to ładnie razem współgrało. Tymczasem tutaj walka herosów o dobro Ziemi wydaje się połączona z elementami kreskówki. I to nie prezentuje się za dobrze.

- No proszę, BvS czegoś twórców zwiastunów nauczyło i nie zaprezentowali najważniejszej niespodzianki w ostatniej scenie trailera. Brawo!

To śmieszne, że gdy rzecz mniej mi się podoba, to mam na jej temat więcej do napisania. Notka na temat Ragnaroka była ekspresowa, bo ile można się zachwycać? Tutaj tymczasem nie jest idealnie, przez co uwag z miejsca jest więcej. I obaw niestety też. Wiem, że Wonder Woman była filmem dobrym i powinna nieco mnie uspokoić, ale po porażce jakim było BvS i olbrzymim rozczarowaniu pod nazwą Suicide Squad nie jestem w stanie w pełni zaufać DCEU. No i poza tym to moje osobiste odczucia, ale czy Supek naprawdę musi wrócić? Ten gość jest tak nudny i sztywny, że zaczynam ziewać na samą myśl o nim i wszystkim, co z nim związane. Niestety, w poprzednim zwiastunie mignęła Lois Lane co niestety oznacza zwiększenie moich cierpień. Ale to wszystko nic – według IMDb powrót zaliczy także ulubieniec mas czyli Lex Luthor. I jak tu nie mieć obaw?

Ale do kina i tak pójdę. 

Ragnarok po raz drugi

rinoasin

Dziś miało być o nowej zajawce Ligii Sprawiedliwości z Comic Conu, ale w nocy zadebiutował drugi zwiastun nadchodzącego Thora i cóż… priorytety:). Trailer do obejrzenia tutaj, jeśli jeszcze nie widzieliście, nadróbcie koniecznie!

ragnarok

- Oglądając ten zwiastun uświadomiłam sobie, że dostaniemy podwójny bromance Thora – z Brucem Bannerem oraz Hulkiem. I oba zapowiadają się cudownie! Miło też zobaczyć Hulka mówiącego więcej niż jedno zdanie, jest duża szansa, że skradnie show.

- O ile nie zrobi tego Hela, która wciąż mnie zachwyca. Jest piękna, groźna i potężna. Nic, tylko bać się i podziwiać jednocześnie.

- A skoro o Heli mowa, to jestem ciekawa czy zostanie w jakiś sposób połączona z Thanosem. Z tego co pamiętam z dawno oglądanej animacji o Srebrnym Surferze, tytan wielbił Panią Śmierć, którą Hela co prawda nie jest, ale na potrzebny MCU te dwie postacie mogą zostać połączone w jedną. W sumie, chciałabym zobaczyć ją w duecie z Thanosem.

- No proszę, Loki stanie po stronie Thora. W sumie to logiczne, w końcu zawsze chciał władać Asgardem i nie na rękę mu bogini śmierci niszcząca ukochane królestwo. Warto jednak pamiętać, że Loki to Loki i cholera wie, czy jakiegoś numeru Thorowi po drodze nie wywinie. Jednakże bardzo się cieszę na tą współpracę, bo w Mrocznym Świecie wypadła cudownie.

- Sędza Dredd stoi po stronie Heli, Thor ma przekichane.

- Uwielbiam wojownicze księżniczki i wszelkie ich odmiany, ale niestety na tę chwilę z całego zwiastuna to właśnie Walkiria wypada najsłabiej. Bez dwóch zdań Tessa Thompson prezentuje się ślicznie, ale w ogóle nie przekonuje mnie jako wojowniczka. Mam nadzieję, że po seansie zmienię zdanie.

- Wygląda na to, że po utracie młotka Thor sam się nim stanie. Hym, gdyby stracił posadę Avengera, zawsze może dorabiać jako przystojny piorunochron, podejrzewam, że znalazłoby się wiele chętnych by go wynająć.

Nie będę ukrywać – ja chcę już, tu i teraz! Jest świeżo, zabawnie i kolorowo, ale jednocześnie czuć zagrożenie od strony Heli, dzięki czemu proporcje wydają się idealnie wyważone. Ciągle to wszystkim powtarzam, ale co tam, powtórzę ponownie – ten film ma potencjał na bycie najlepszym w MCU… Do debiutu Czarnej Pantery, oczywiście. I nic więcej nie mam do dodania, jestem zachwycona i czekam z wytęsknieniem. Panie Waititi, wierzę w pana!

Abstract

rinoasin

Po rozczarowującej mini-serii Elements Adventure time powraca w udanym stylu i kontynuuje wątek niespodziewanej zmiany Jake'a tym samym dostarczając widzom parę naprawdę ciekawych spostrzeżeń na temat zmian zachodzących w życiu każdego z Nas.

aabs

Wygląd zewnętrzny naszego ulubionego zmiennokształtnego psa uległ drastycznej zmianie i to popsuło harmonię w domku na drzewie. Finn próbował udawać, że nic się nie zmieniło, BMO tymczasem nie kryla swojego przerażenia nowym fizys Jake'a. Sam pies początkowo wydawał się nie mieć problemu z nagłą zmianą w swoim wyglądzie, ale niepokojący sen z Jermainem w roli głównej sprawił, że zdecydował się wyruszyć w podróż, odleźć brata i odpowiedzieć sobie na pytanie, czy zmiany w życiu to koniecznie coś złego.

Odpowiedź jest prosta – nie. I każdy widz doskonale ją zna, ale mimo to cieszę się, że ten temat został w serialu poruszony. Jestem starą babą i czasami zapominam, że Adventure Time wbrew wszystkiemu oglądają także osoby młodsze, dla których zmiany fizyczne i psychiczne są niemalże na porządku dziennym. I to właśnie do nich jest skierowane przesłanie tego epizodu, które pomimo swojej banalności zostało przekazane bardzo ładnie. Końcowy monolog Jake’a został napisany i odegrany na najwyższym poziomie, po zakończeniu oglądania z miejsca powtórzyłam sobie tę scenę, czysta poezja.

Bardzo ucieszył mnie powrót Jarmaine’a w tym odcinku. To naprawdę ciekawa postać, która nie dość, że ma wiele widzowi do zaoferowania, to wnosi do serialu świetnie przedstawioną relację artysty z bratem. Fakt, że Jarmaine wspiera Jake'a choć ten nie zawsze był wsparciem dla niego grzał serce i stawiał go zdecydowanie wyżej od Finna. Swoją drogą, nie podobała mi się postawa chłopaka w tym odcinku. Rozumiem, że twórcy chcieli mocniej zaakcentować więź psich braci, ale ta niechęć względem Jake’a wyglądała sztucznie, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę jak mocno Finn przeżywał utratę przyjaciela w Elements. Po czymś takim ciężko mi uwierzyć, że nagła zmiana wyglądu Jake’a tak mocno go raziła. Poza tym, serial wiele razy pokazywał, że Finn nie jest powierzchowną osobą i to straszliwie gryzło się z jego zachowaniem. Rozumiem, że odcinek miał być wewnętrzną podróżą Jake’a i chłopaka trzeba było jakimś sposobem zatrzymać w domku na drzewie, ale wystarczyłoby gdyby pies oświadczył przyszywanemu bratu, że sam musi pojąć co się z nim dzieje i po problemie.

Na plus zaliczam natomiast przepiękną stronę wizualną. W trakcie przerwy uciekło mi z głowy jak Adventure Time potrafi być piękne i Abstract przypomniało mi o tym z miejsca. Niesamowity sen Jake’a autentycznie wbił mnie w fotel ilością szczegółów, a obrazy Jarmaine’a były tak śliczne, że chętnie powiesiłabym sobie jeden z nich w pokoju. Do tego te piękne kolory, jest ich tyle a mimo to nigdy nie biją po oczach lub wyglądają kiczowato. Aż miło się na to patrzy.

Pomimo irytującego zachowania Finna Abstract wciąż ogląda się doskonale. Lubię, gdy Adventure Time bierze istotny temat i omawia go na swój sposób. Dzięki temu odcinki nie są tylko pustą rozrywką, a czymś zdecydowanie lepszym. Ode mnie 8-ka.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci