Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Off Colors

rinoasin

Zaledwie parę omówień temu byłam pewna, że nigdy nie polubię Larsa. Tymczasem twórcom wystarczył odcinek by przekonać mnie do niego. Takie rzeczy tylko w Stevenie Universe.

maxresdefault5

I to wcale nie koniec rewelacji z Off Colors, które jest kolejnym doskonałym odcinkiem. Uczucie zagrożenia związane z wykryciem zostało tutaj perfekcyjnie wymieszane z ciepłem bijącym od nowo poznanych gemów. Jak dla mnie, kompozycja idealna! I troszkę szkoda, że nie mieliśmy czasu na dokładniejsze przyjrzenie się Homeworldowi, na szczęście w zamian dostaliśmy coś równie ciekawego czyli Kindergarten. Choć tego typu placówkę widzieliśmy już w poprzednich odcinkach to nigdy była ona tak wielka! Olbrzymia skala miejsca była przytłaczająca i przerażająca, ziemski Kindergarten wyglądał w porównaniu jak nieudana miniaturka. W takim miejscu uczucie zagrożenia tylko wzrastało. Na szczęście, było łagodzące przez urocza bandę gemow - wyrzutków.

I naprawę nie wiem jak to twórcy zrobili, ale nie dość, że w niecałe 11 minut wprowadzili do historii piątkę nowych postaci z doskonale zarysowanymi charakterami to jeszcze sprawili, że polubiłam je natychmiastowo. Chce ich więcej, chce by udało im się opuścić Homeworld i znaleźć szczęśliwe miejsce na Ziemi. Swoją drogą, to krzepiące, że to Nasza planeta przedstawiona jest w serialu jako azyl dla wyobcowanych postaci. I tylko szkoda, że rzeczywistość jest zgoła inna... Wracając do nowych gemów, to urzekły mnie wszystkie - spokojna i pogodzona że swym losem Fluorite, panikująca Rhodonite, altruistyczne bliźniaczki Rutile oraz przeurocza Padparadscha. Ta ostatnia przypadła mi do gustu najbardziej. Z początku wydawała mi się klonem Sapphire, ale szybko zmieniłam w tej kwestii zdanie. I nie chodzi tu tylko o to, że jedna widzi daleką przyszłość a druga to, co się dopiero stało, ale także sposób w jakie je ukazano. Sapphire mimo swojej drobnej aparycji odbieram jako postać dorosłą i dojrzałą. Tymczasem Padparadscha jest dla mnie dzieckiem, uroczym i niewinnym. Ciągły gag związany z jej spóźnionymi komentarzami bawił mnie nieustannie, choć zdrowy rozsądek podpowiada, że powinien zacząć irytować gdzieś za trzecim podejściem. To po porostu czysta słodycz i mam nadzieję, że dostaniemy jej więcej. A najlepiej będzie jak Lars i gemy dostaną własny spin-off, wtedy będę naprawdę szczęśliwa.

No właśnie, porozmawiajmy o Larsie i o tym, że wreszcie przystąpił do akcji zamiast kryć się po kątach i trząść portkami. Spodobało mi się, że motywacją ruszenia chłopaka do akcji nie były tyle słowa Stevena, co więź, jaką poczuł z niestandardowymi gemami. W końcu Lars od początku serialu zabiegał o uwagę i akceptację fajnych dzieciaków i nigdy jej w pełni nie uzyskał (oczywiście, w swoim własnym mniemaniu). Odrzucone ze względu na swoją odmienność gemy znajdowały się w sytuacji, którą po części rozumiał. Nie dziwota więc, że ruszył im na pomoc. Zostało to tak ładnie i naturalnie ukazanie, że kibicowanie Larsowi w trakcie walki przyszło mi z łatwością, a podczas sceny „śmierci” byłam naprawdę przejęta. I choć oczywiste było, że łzy Stevena uratują sytuację, to mimo to miałam lekkie obawy, czy przypadkiem twórcy nie zrobią Nam i Larsowi okropnego psikusa. I cóż, faktycznie go zrobili, farbując chłopaka na różowo, można i tak.

Przeniesienie akcji z Ziemi do Homeworldu serialowi zdecydowanie służy, czego Off Colors jest najlepszym przykładem. Odcinek wprowadza nowe postacie, emocjonuje i wreszcie korzysta z potencjału Larsa. Ode mnie 10-ka, nie może być inaczej.

The Trial

rinoasin

Jakiż to był dobry odcinek!

yellow

Serio, jak zawsze potrafię się czegoś doczepić, to tutaj niespecjalnie jestem w stanie. Jedyne, czego się doszukałam to dość niezgrabne przejście z Stuck together do The Trial, pomiędzy tymi emocjonalnymi odcinkami przydałaby się chwila na oddech ukazująca Stevena przygotowującego się do procesu oraz Larsa próbującego odnaleźć się w innym, obcym świecie. To byłoby doskonałym budowaniem napięcia przed rozprawą, ale nawet i bez tego oglądało się ją wyśmienicie!

Muszę przyznać, że twórcom udało się doskonale uchwycić to uczucie wyobcowania, które musiało towarzyszyć Stevenowi od początku jego pobytu w Homeworldzie. Genialną w swej prostocie była decyzja o ograniczeniu teł do minimum. Nie wiem, czy te rozległe puste przestrzenie naprawdę tak wyglądały czy też Steven był tak mocno zestresowany, że nie był w stanie zapamiętać żadnych detali, ale zdecydowanie zwiększało to uczucie dyskomfortu u widza. Choć to i tak by się pojawiało, w końcu bohater po raz pierwszy stanął twarzą w twarz z Diamentami i trudno to spotkanie zaliczyć do sympatycznych. Swoją drogą, czy tylko ja się zastanawiałam nad tym, co byłoby gdyby Steven przyznał się, że nie jest Rose a jej synem? Co cichu liczyłam, że w końcu przesłuchanie go złamie i przyzna się do kłamstwa, naprawdę chciałabym zobaczyć minę gemów zebranych na sali po usłyszeniu takich rewelacji.

Gwoździem programu była jednak teoria wysnuta przez Zircona - obrońcę. I cóż… mam nadzieję, że ta nie okaże się prawdą. A może inaczej – pomysł, by to Rose nie stała za zniszczeniem Pink Diamond nie jest zły, ale nie podoba mi się idea, że tak naprawdę stoi za tym innym Diament. Te i tak już są dalekie od ideału, po co upodlać je jeszcze bardziej, to raz. Dwa – w jakim celu Rose miałaby brać na siebie winę za kogoś, z kim toczyła otwartą wojnę? To się nie klei. Jednakże to gorące przemówienie zaczęło mnie zastanawiać. Serial w końcu wiele razy zdradzał nieświadomym widzom przyszłe wydarzenia i sądzę, że w tym przypadku będzie podobnie i za jakiś czas razem ze Stevenem odkryjemy, że Rose nie zniszczyła Różowego Diamentu. Kto zatem to zrobił? Ja obstawiam Pearl. To by miało sens – być może matka Stevena w ostatniej chwili uświadomiła sobie, że nie jest w stanie zniszczyć Diamentu i wierna Perła zrobiła to za nią? A może Pearl zrobiła to w ramach buntu przeciw swojej pani a Rose wzięła jej winę na siebie? Opcji jest parę i miejmy nadzieję, że z czasem dowiemy się czegoś więcej na ten temat.

Podsumowując, The Trial to odcinek, w którym akcji jest jak na lekarstwo a mimo to trzyma w napięciu od początku do końca. Ode mnie zasłużona 10-ka.

My Funko POP! vol. 22

rinoasin

W związku ze zbliżającą się premierą Wonder Woman tylko jedna postać mogła być bohaterką dzisiejszej notki. Oto (miejmy nadzieję) zbawczyni DCEU – Diana Prince!

24a

Czy BvS mogło by się obejść bez obecności Wonder Woman w fabule? Oczywiście! Tyle, że wtedy straciłoby największą ze swoich nielicznych zalet i byłoby jeszcze gorszym filmem niż jest. Na szczęście, Diana w filmie była i choć sceny z jej udziałem można policzyć na palcach u jednej dłoni* to za każdy razem gdy się pojawiała, seans stawał się dla mnie nieco strawniejszy. Początkowo jednak nie zamierzałam włączyć jej POPa do swojej kolekcji ale zmieniłam zdanie, gdy na OtherTees figurka została objęta promocją. A ja zdecydowanie nie mogę się oprzeć promocjom, wojowniczym księżniczkom i figurkom portretującym kobiece bohaterki. I w taki oto sposób Diana trafiła do zbioru moich figurek i… no, jest w porządku.

Tak, to kolejna notka z cyklu: autorka się czepia jak szalona. Przykro mi.

140232

Doskonale pamiętam jak zawrzało w sieci po tym, gdy ogłoszono, że Gal Gadot będzie nową Wonder Women. Ludzi oburzało, że aktorka była za szczupła i za drobna do tej roli, tradycyjnie oceniając ją bez zobaczenia w akcji. Tymczasem Gadot sprawdziła się doskonale. Może faktycznie nie mogła się pochwalić jakąś oszałamiającą masą mięśniową ale jej Wonderka podczas walki nie korzystała z siły, tyle co z szybkości, zwinności i sprytu. I to mnie w pełni kupiło. Nie rozumiem więc dlaczego ludzie z Funko zdecydowali, że POP Diany będzie taki… no, duży. Jeśli ktoś się zastanawia o co mi chodzi, już śpieszę z wyjaśnieniem – POPy początkowo miały zawsze taki sam, masywny kształt ciała, niezależnie od płci sportretowanej postaci. Z czasem jednak kobiece bohaterki zaczęły dostawać mniejsze sylwetki od mężczyzn co w moim odczuciu miało sens. I taka właśnie sylwetka doskonale sprawdziłaby się w przypadku Diany ale ktoś z Funko uznał, że większe ciało w tym przypadku wypadnie lepiej. Był w błędzie. Może nie wygląda to jakoś przeraźliwie źle, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że z drobną posturą POP Wonder Woman wyglądałby o wiele lepiej. I tyle w kwestii kształtu, czas na pozostałe elementy.

326424

Niestety, w przypadku mojej Diany dano ciała jeśli chodzi o nałożenie farby na jej oczy, a raczej oko. Lewe bowiem prezentuje się dobrze, prawe tymczasem może nie wychodzi poza brzeg tak jak to było w przypadku Lokiego, ale grzeszy pod innym względem – jest zamazane, co drażni mnie niesamowicie. Mogę wybaczyć wiele wpadek jeśli chodzi o nałożenie farby, ale jeśli oczy są skiepszczone, jestem naprawdę zła. Niestety, na tym wpadki się nie kończą. Pomiędzy włosami a głową figurki jest fragment, na który powinna zostać nałożona ciemna farba. Tego jednak nie zrobiono, przez co Diana wygląda tak jakby miała jakąś dziwną narośl na twarzy, grr.

521

Przejdźmy do reszty ciała i kostiumu bohaterki. W BvS gorset Wonderki był bordowy, nawet brązowy. Nie będę zgadywać czy to wina tych niebieskich filtrów jakie zostały na film nałożone czy też może taka była decyzja twórców. Faktem jest, że kostium Diany wyglądał jak wyglądał i nie mam pojęcia czemu Funko zdecydowało się go przedstawić po swojemu, zastępując bordo czerwienią. Dzięki temu może bliżej do komiksowego odpowiednika, ale nie w ogóle nie zgadza się z filmowym wyglądem Diany. Ale zostawmy kwestię koloru i skupmy się na samym nałożeniu farby, a to pozostawia wiele do życzenia. Złota farba wykracza poza linię zarówno na górze gorsetu jak i na dole spódnicy. Całość wygląda po prostu niechlujnie i choć rzeźbienia zbroi są bardzo ładne, to ciężko mi się nimi zachwycać patrząc na to, jak została wymalowana. Gdy patrzę na Wonderkę, pierwszym słowem jakie przychodzi mi do głowy to „bałagan”. Bałagan powstały z połączenia masy detali z brzydkim wymalowaniem ich.

Podsumowując, POP filmowej Wonder Woman jest zaledwie w porządku. Ludzie z Funko podjęli parę dziwnych decyzji, które są dla mnie niezrozumiałe, a samo nałożenie kolorów pozostawia wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że kolejne POPowe wcielenia bohaterki wypadną o niebo lepiej.


*a może u dwóch, nie jestem masochistką i nie będę katować się BvS by to sprawdzić.

Stuck Together

rinoasin

Lars, do kroćset!!!

614

Długo walczyłam sama z sobą, z jednej strony chciałam obejrzeć premierę piątego sezonu ale jednocześnie miałam świadomość, że gdy to zrobię, na kolejne odsłony będę musiała czekać i to już takie fajne nie będzie. W końcu jednak moja ciekawość zwyciężyła i zdecydowałam się zapoznać z Stuck Together. I choć faktycznie teraz muszę czekać w cierpieniu na kolejne odcinki to nie żałuję, bo to był bardzo dobry odcinek będący wyraźną ciszą przed nadchodzącą burzą.

Ostatnimi czasy byłam dość oschła wobec Larsa i niestety po tym epizodzie nie zmieniłam do niego podejścia, wręcz przeciwnie – wściekłam się na niego jeszcze bardziej. No ale jak tu się nie wściekać na chłopaka, gdy ten robi autentycznie wszystko by zirytować widza – jest tchórzliwy, pasywny i użala się nad sobą. Gdy pojawiła się opcja wysłania go z powrotem na Ziemię autentycznie się ucieszyłam, że wreszcie się tej męczybuły pozbędziemy i całość skupi się tylko na Stevenie. Niestety, twórcy mają wyraźny plan wobec Larsa i pewnie w najbliższych odcinkach pozwolą mu naprawić swoje błędy. Jej, wcale mnie to nie cieszy. A, chłopak jednak stchórzył i sam z siebie zrezygnował ze spotkania z fajnymi dzieciakami, dopiero potem został porwany. Odbieram więc honor, który zwróciłam w poprzedniej notce!

Ale co tam Lars, to Topaz skradła show! Dotychczasowo fuzja wydawała się nic nie wprowadzać do serialu i, co więcej, wydawała się nie mieć nawet charakteru. Tymczasem, niespodzianka! – ona potrafi mówić, ma śliczny głos i ogromne serce. Scena, gdy po raz pierwszy przemówiła była przezabawna i jednocześnie dawała nadzieję, że może bohaterom uda się uniknąć konfrontacji z Diamentami. Jednocześnie tego chciałam i nie chciałam. Bo przecież wszyscy na to czekamy od dawna, ale jednocześnie po tym zdarzeniu nic już raczej nie będzie takie same. Na szczęście, nie ja musiałam decydować o tym jak historia dalej się potoczy, a Aquamarine. I rany, ona jest tak paskudnie wredna, że ma szansę zostać Joffreyem Stevena Universe. Bo o ile w Diamentach można doszukać się jakiś pozytywnych atrybutów, to ten knypek składa się z samych negatywnych cech i sprawia, że za każdym razem gdy ją widzę, mam ochotę zdzielić po głowie za jej paskudny charakterek. Swoją drogą, to szkoda, że gdy zaczęła grozić Topazom Steven nie spróbował jej przekrzyczeć – może gdyby fuzja usłyszała o Garnet, zawróciłaby i dołączyła do paczki, chciałabym to zobaczyć.

Niestety, ten odcinek nie miał happy endu, Steven i Lars zostali rozdzieleni, jeden trafi do zoo, drugi przed oblicze Diamentów. Jak to wszystko się zakończy, możemy tylko zgadywać i cierpliwie czekać na kolejną porcję Stevena Universe. Stuck Together oceniam na mocną 8-kę i zaczynam skreślanie dni w kalendarzu, bo będzie się działo!

I Am My Mom

rinoasin

Oglądanie tego odcinka przypominało mi przejażdżkę rollercoasterem – dostarczało niesamowitych wrażeń i skończyło się zdecydowanie za szybko.

tr

Zacznijmy od najważniejszego – niespodziewanie, moja pierwsza myśl dotycząca Grega jako taty poszukiwanego przez Aquamarine była słuszna. Jednak nigdy, ale to nigdy, nie zgadłabym powodu, dla którego akurat taka a nie inna grupa została uprowadzona, no chyba żebym robiła sobie powtórkę z Marble Madness. Wielkie brawa dla scenarzystów tego odcinka za doskonałą zabawę z widzem w trakcie odkrywania odpowiedzi na tę zagadkę – początkowo Aquamarine zdradziła, że informacje do uprowadzenia danych osób pochodziły od Stevena i tu pierwsze WTF odcinka – jak to od Stevena? Naszego Stevena? A może jakiegoś alternatywnego, złego Stevena? O co tutaj chodzi? Masa pytań i zaraz doszły nowe gdy usłyszeliśmy o raporcie Peridot. Przez chwilę autentycznie naprawdę wystraszyłam się, że moja ulubienica okaże się zdrajczynią ale wtedy dostaliśmy flashback z Marble Madness i wszystko stało się jasne. Chylę czoła przed Rebbecą Sugar i resztą ekipy za tak proste a jednocześnie tak genialne rozwiązanie tej zagadki. Brawo!

Brawa także za Aquamarine, bo to tak wredna postać, że aż chce się ją nienawidzić. Podoba mi się szczególnie połączenie drobnej posturki i słodkiego głosiku z paskudnym charakterem, to daje naprawdę doskonały efekt. Co do Topaz to wciąż milczała i chyba jej jedyną rolą w tej historii będzie bycie karkiem na posyłki. Mam jednak nadzieję, że na tym się nie skończy, nowe gemy nie pojawiają się w serialu za często i zmarnowanie potencjału jednego z nich byłoby w moim odczuciu wielką stratą.

Skoro już tak chwalę, to muszę też zachwycić się nad perfekcyjnym budowaniem napięcia w odcinku – autentycznie sama nie wiedziałam jak to wszystko się potoczy. Z jednej strony nadal nie wierzyłam w happy end dla tego wszystkiego ale z drugiej byłby on niesamowicie satysfakcjonujący ze względu na Aquamarine, której porażkę oglądałoby mi się doskonale. Niestety, mała złośnica zatriumfowała, zabierając Stevena do Diamentów i aż mnie skręca z ciekawości jako to wszystko się potoczy. Agh, chyba nie wytrzymam i obejrzę pierwszy odcinek piątego sezonu, który wyciekł do sieci!

Na koniec parę tyci-tyci minusów. Po pierwsze – powrót emo - Stevena. Ja rozumiem, że miał prawo się obwiniać, ale musiał to robić akurat w trakcie walki? Takie rzeczy robi się po pojedynku o życie przyjaciół a nie w trakcie! Po drugie – LARS! Wczoraj zwracałam mu honor, dziś macham na to ręką, bo to tak głupi dzieciak, że na zwrot honoru nie zasługuje. Znając życie pewnie pomoże Stevenowi w ucieczce i odkupi swoje winy (obstawiam, że ich połączenie senne zostanie w jakiś sposób wykorzystanie), ale wątpię, by to przekonało mnie do chłopaka. Rany Lars, jak można być tak wielkim idiotą? No jak?

Na szczęście, to jedyne zarzuty jakie mam wobec tego odcinka. Reszta była doskonała – wciągała i emocjonowała od początku do końca. Takie finały sezonów to ja lubię! Zasłużona 10-ka!

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci