Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Co nowego u Avengersów?

rinoasin

Nowy trailer Infinity War zatrząsł większą częścią sieci i fandomu. Czy się temu dziwię? Nie, ja się trzęsę z całą resztą! Od debiutu zwiastuna minęły bodajże trzy dni, a moje emocje wciąż nie opadły, więc nie pozostaje mi nic innego, jak się nimi z Wami podzielić. Zwiastun do obejrzenia tutaj. Gotowi? To lecimy!

Clipboard016

- Zostało potwierdzone, że geneza i motywacje Thanosa zostały zmienione na potrzeby filmu. Nie będzie więc pani Śmierci ani chęci zabicia wszystkiego co się rusza. Słowa Gamory o wybiciu POŁOWY wszechświata tylko to potwierdzają. Dlaczego tylko połowy? Osobiście zamierzam dowiedzieć się tego w kinie, unikam wszelkich spoilerów związanych z Infinity War, nie będę też oglądać spotów i klipów, które przed premierą będą wyskakiwać jak grzyby po deszczu. No bo po co psuć sobie zabawę? Na przybycie Thanosa czekaliśmy dziesięć lat i chcę się tym w pełni rozkoszować w sali kinowej bez niepotrzebnego uczucia deja vu, że gdzieś już to widziałam.

- WAKANDA FOREVER!!!!... Ups, nie ten film! Niemniej, cieszę się strasznie powrót T’challi, Shuri i Okoye (czy Nakia została potwierdzona? Nie widziałam jej w żadnym z materiałów promocyjnych…), niech leją tyłki pomagierom Thanosa, aż miło! Jednocześnie brawa za to, że nie dopasowali całego zwiastuna pod Wakandę, co z pewnością byłoby bardzo kuszące zważywszy na to, jakie triumfy świeci obecnie Czarna Pantera w kinach. No, ale z drugiej strony, poza T’challą w Infinity War jest tyle znanych i lubianych bohaterów, że nie trzeba nim promować całego filmu, to Marvel nie DC :P.

- Strasznie, ale to strasznie się cieszę na powrót Shuri. Dałabym wiele za przynajmniej jedną wspólną scenę jej i Starka, to mogłoby być wyborne! Swoją drogą, w filmie będziemy mieć aż trzech przedstawicieli młodszego pokolenia – Shuri, Petera i Groota. I też chcę wspólną scenę dla tego tria! Nie wiem gdzie, nie wiem jak, ale chcę!

- Gdy gość, który kumpluje się z szopem i gadającym drzewem wygarnia ci, że twój plan jest słaby… Oj, biedne ego Tony’ego! Oglądanie interakcji Strażników z pozostałymi bohaterami już napawa moje fanowskie serduszko szczęściem, to będzie cudne!

- W zwiastunie Thor ma klapkę na oku, jednak zabawki promujące film (chociażby Funko POPy) przedstawiają Boga Piorunów już bez klapki, z obiema patrzałkami. I teraz obstawianie – regeneracja czy też może sztuczne oko? Zważywszy na to, że Thor będzie sparowany z Rocketem, obstawiam to drugie, w końcu szop bardzo lubi podkradać innym sztuczne części ciała, więc może ma gdzieś ukrytą całą kolekcję i łaskawie coś Thorowi pożyczy. Ja tam jednak wolałabym klapkę na oku…

- Scena przygarnięcia Gamory. W innym przypadku napisałabym: awww! Ale mając w pamięci co ona i Nebula mówiły o Thanosie w drugiej części Strażników Galaktyki mogę tylko napisać: UCIEKAJ MAŁA!!!

- Loki otoczony przez dzieci Thanosa. To chyba wyraźnie wskazuje na to, że jednak raczej nie zdradzi Thora. Patrząc na ten obrazek zaczynam się naprawdę obawiać, że to ostatni film Lokiego i obym się myliła, tak pięknie się rozwinął w Ragnaroku ;(

- Typek torturujący Strange’a to chyba Ebony Maw (przynajmniej z ryjka podobny do tej komiksowej postaci) i kurde, jaki on jest creepy! Coś czuję, że po seansie będzie mi się śnić po nocach, brr!

- Scena, gdy Steve powstrzymuje Thanosa jest cudowna. Uwielbiam zaskoczenie rysujące się na twarzy tytana i mam nadzieję, że Kapitan złoi mu tyłek. Innej opcji nie przyjmuję do siebie, nie i koniec!

Oj, jak ja się cieszę, że tak mało Nam zostało czekania na ten film! Oczywiście, mam obawy związane z nadmiarem postaci na ekranie, ale jednocześnie wierzę w talent braci Russo. Po zwiastunie obstawiam, że film będzie podzielony na trzy segmenty – Iron Mana, Thora i Kapitana, którym będą towarzyszyć pozostali bohaterowie. Dzięki temu nie będziemy mieć zbytniego tłoku na ekranie i każdy z herosów będzie mieć szansę na zabłyśnięcie. A skoro o bohaterach mowa, to gdzie u licha są Ant-man, Wasp i Hawkeye? Czyżby ich rola była tak mała, że niewarta zaznaczenia w zwiastunie (a raczej: zwiastunach, bo w pierwszej zapowiedzi też ich nie było)? A może ich obecność jest związana z jakimś dużym spoilerem? Oj ciekawi mnie ta kwestia, ciekawi!

I chyba tyle spostrzeżeń na dziś. Cieszę się niesamowicie, że do premiery Avengersów pozostało tak niewiele. Teraz tylko pozostaje trzymać kciuki za to, by czekanie się opłaciło.

Kończ waść, wstydu oszczędź czyli podsumowanie Oscarów

rinoasin

Nie będę owijać w bawełnę, nie będę się bawić w długie wstępy (wystarczy, że to działo się podczas tegorocznej gali) – Oscary 2018 były tak nudne, bezpłciowe i nawet żenujące, że mogą spokojnie stanąć w szranki o tytuł najgorszego rozdania z galą prowadzoną przez Anne Hathaway i Jamesa Franco. Jimmy Kimmel żartował, że dostał po raz drugi posadę prowadzącego dzięki zeszłorocznej wpadce z pomyłką filmów. Czy tak faktycznie było, nie wiadomo. W moim odczuciu wiadomo natomiast, że Kimmel powtórki wcale nie chciał i prowadził całość na odwal się, zupełnie bez pomysłu. Jedyny żart podczas tych niecałych czterech godzin jaki faktycznie mnie ubawił to obowiązkowe dokuczanie Mattowi Damonowi i to jednocześnie ciężko zaliczyć na plus, bo to taki running gag Kimmela niż żart z prawdziwego zdarzenia. Ech, pozostałe uwagi i spostrzeżenia tradycyjnie wypunktuję:

blog

- Vincent nie dostał statuetki. W sumie to nie jest żadne zaskoczenie, ale mimo to trochę mi z tego powodu smutno.

- Zaskoczyła mnie wygrana piosenki z Coco, która była ładna, ale przy This is me i Mystery of Love wypadała słabo.

- Tamte dni… dostały nagrodę za najlepszy scenariusz adaptowany. YES, YES, YES!!!

-Tymczasem nagroda dla najlepszego scenariusza oryginalnego trafiła do Uciekaj. I z jednej strony mnie ta nagroda cieszy, ale z drugiej strony smutno mi ze względu na wybitne Trzy billboardy. Tutaj naprawdę powinien być remis.

- Wszystkie nagrody dla Blade Runner 2049 cieszą niesamowicie. Smuci natomiast pominięcie Wojny o Planetę Małp oraz Baby Drivera. No ale nie można mieć wszystkiego.

- Zgodnie z moimi oczekiwaniami Allison Janney zdobyła nagrodę dla najlepszej aktorki drugoplanowej. I choć lubię tę aktorkę, to zdecydowanie bardziej cieszyłabym się ze zwycięstwa znakomitej Laurie Metcalf.

- Nagrody dla Frances McDormand i Sama Rockwella – JUPI! I ta ekspresyjna i emocjonalna przemowa McDormand – no miodzio!

- Po raz kolejny aktorstwo odtwórcze zwyciężyło i Oldman wyszedł ze statuetką. Grrr. Pociesza mnie fakt, że Timothée Chalamet to jeszcze młody chłopak, więc może doczeka się Oscara. Trzymam kciuki!

- Gdy odczytano, że Kształt Wody wygrał Oscara dla najlepszego filmy przez parę sekund liczyłam na kolejne pomylenie koperty. Niestety, tak się nie stało. To nie jest zły film, wręcz przeciwnie – to piękna baśń dla dorosłych. Nie przypominam sobie filmu w tym stylu nagordoznego Złotym Golasem i cieszy, że Akademia stawia na świeżość i różnorodność. Szkoda tylko, że z Kształtem… przegrały o wiele lepsze filmy. Ogólnie mam teorię, że w tym roku poziom był tak wysoki, że z braku jednego mocnego faworyta, który zebrałby największą część głósów członków Akademii, te rozłożyły się prawie równomiernie pomiędzy filmami i Kształt Wody wygrał tylko paroma punktami nad Trzema billbordami, Uciekaj czy Tamtymi dniami… A przynajmniej w to chcę wierzyć.

I tyle spostrzeżeń. Jak Jimmiego Kimmela bardzo lubię, to mam nadzieję, że w przyszłym roku zostanie zastąpiony przez kogoś z pomysłem na prowadzenie gali. Bo ile razy można stawiać na gag zestawieniem gwiazd z szarymi ludźmi? Nie sprawdziło się za peirwszym razem, nie sprawdziło się za drugim, nie sprawdzi sę też za trzecim. Choć przyznaję, to dobry moment na szybką wycieczkę do kuchni w celu zrobienia sobie kawy. Jeśli taki był cel tego „skeczu” to brawo, udało się!

I tyle, do zobaczenia za rok, drogie Oscary!

 

Oscarowa rozgrzewka

rinoasin

W nocy Oscary zostaną rozdane po raz dziewięćdziesiąty i zgodnie z moją świecką tradycją zamierzam je oglądać uzbrojona w energy drinki (których nie znoszę, ale tej szczególnej nocy jakoś mi smakują) i trzymając kciuki za swoich faworytów. No właśnie, czas pobawić się w coroczne typowanie, kto tym razem statuetkę zwycięży i czy to będzie zasłużona wygrana. Tradycyjnie pomijam filmy zagraniczne, dokumenty i krótkometrażowe produkcje, bo tych nie widziałam. Reszta nadrobiona praktycznie w całości, więc zaczynamy!

3d58aec290a9dff048c30cc6cb6df61fbca133fc3af8fe93e35511f2f6757d39770x443

FILM:

Tamte dni, tamte noce
Czas mroku
Dunkierka
Uciekaj!
Lady Bird
Nić widmo
Czwarta władza
Kształt wody
Trzy billboardy za Ebbing, Missouri

Bardzo zróżnicowany poziom tego roku. I prawie równy poziomem. Gdyby to zależało ode mnie, wyrzuciłabym z tej listy Czas Mroku i Czwartą Władzę, bo nie lubię filmów tak mocno tworzonych pod gusta Akademii. Na szczęście, całą resztę oglądało się dobrze lub lepiej. Gdybym miała przyznać statuetkę byłabym rozdarta pomiędzy Trzema billboardami… i Tamtymi dniami… bo wciąż nie wiem, który z tych dwóch tytułów podobał mi się bardziej. Billboardy są cudownie napisane, błyskotliwe, śmieszne i wzruszające jednocześnie. I ci niejednoznaczni bohaterowie – no poezja! Tymczasem Tamte dni… trafiło do mnie pod względem emocjonalnym. Co ciekawe, po zakończeniu oglądania tego filmu byłam zadowolona z tego, co zobaczyłam, ale nie zachwycona. Zachwyt przyszedł później, gdy historia Elio i Olivera powracała do mnie, wciąż i wciąż. I teraz jestem zakochana w tym tytule i z pewnością wrócę do niego wiele razy. I dlatego, gdybym mogła, nagrodziłabym te dwa filmy, ale zważywszy na to, że Trzy billboardy… zgarnęły już parę ważnych nagród raczej wiadomo, kto będzie zwycięzcą.

AKTOR:

Timothee Chalamet – Tamte dni, tamte noce
Daniel Day Lewis – Nić widmo
Daniel Kaluuya – Get Out
Gary Oldman – Czas mroku
Denzel Washington – Romans J. Israel Esquire

I kolejna mocna kategoria, każdy pan dał z siebie wszystko w moim odczuciu. Jednak zdecydowanie najbardziej zapadł mi w pamięć młody i cholernie zdolny Timothee Chalamet, który w swoim spojrzeniu potrafił ukazać wszystkie uczucia swojego bohatera. Niestety, chłopak ma pecha bo trafił mu się Gary Oldman jako konkurent. I to pewnie będzie tegoroczny zwycięzca. I to naprawdę bardzo dobra rola, ale osobiście nie przepadam za odtwórczymi rolami, wolę gdy aktor buduje swojego bohatera od zera. Akademia jednak woli inaczej i Oldman będzie triumfować.

AKTORKA:

Sally Hawkins – Kształt wody
Francis McDormand – Trzy Billboardy
Margot Robbie – Jestem najlepsza. Ja, Tonya
Saoirse Ronan – Lady Bird
Meryl Streep – Czwarta władza

Francis McDormand, Francis McDormand i jeszcze raz Francis McDormand! Pozostałe panie miały świetne role, ale występ McDormand był dla mnie wybitny. Smutek, złość i bezsilność aż emanowały z jej bohaterki. Dodatkowo, taką rolę bardzo łatwo przeszarżować, ale tutaj nigdy nie było za mocno lub za przesadnie. Było idealnie.

AKTOR DRUGOPLANOWY:

Willem Dafoe – Florida Project
Woody Harrelson – Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri
Richard Jenkins – Kształt Wody
Christopher Plummer – Wszystkie pieniądze świata
Sam Rockwell – Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Tutaj też nie mam wątpliwości – Sam Rockwell. Strasznie lubię tego aktora i niesamowicie cieszy mnie, że trafił na tak świetny scenariusz, który pozwolił mu się wykazać. I Rockwell się wykazał i to jak! Jego bohater początkowo wydaje się jednowymiarowym bucem, który w trakcie trwania filmu nabiera głębi i pomimo wielu paskudnych uczynków na koncie widz i tak chce mu kibicować. No poezja!

AKTORKA DRUGOPLANOWA:

Mary J. Blige – Mudbound
Allison Janney – Jestem najlepsza. Ja, Tonya
Leslie Malfive – Nić widmo
Laurie Metcale – Lady Bird
Octavia Spencer – Kształt wody

Z aktorskich kategorii ta jest zdecydowanie najsłabsza. Nie to, że panie źle zagrały, ale większość ról słabo zapadała w pamięć. Do tego stopnia, że ostatnio miałam problem z przypomnieniem sobie kto poza Laurie Metcale był nominowany. Z powyższych to jedyna rola, która autentycznie mnie zachwyciła i wzruszyła. Niestety, dotychczasowo wszystkie nagrodzi kosi Allison Janney i to pewnie ona zwycięży. To nie był zły występ, ale bohaterka Janney była strasznie jednowymiarowa, przez co grana na jednej nucie przez cały film. A to szybko nudzi, niestety.

REŻYSER:

Christopher Nolan – Dunkierka
Jordan Peele – Get Out
Greta Gerwig – Lady Bird
Paul Thomas Anderson – Nić widmo
Guillermo del Toro – Kształt wody

Jestem rozdarta pomiędzy Nolanem a del Toro. I choć estetyka Kształtu Wody zdecydowanie bardziej do mnie przemawia niż batalistyczna Dunkierka, to ciężko mi się nie zachwycić tym jak ta pięknie została poprowadzona. Hym, to może remis?

SCENARIUSZ ADAPTOWANY:

Tamte dni, tamte noce – James Ivory
The Disaster Artist – Scott Neustadter & Michael H. Weber
Logan: Wolverine – James Mangold, Scott Frank i Michael Green
Gra o wszystko – Aaron Sorkin
Mudbound – Dee Rees & Virgil Williams

Miłym zaskoczeniem było dla mnie docenienie Logana, choć na nagrodę dla tego tytułu nie liczę. Bo statuetka musi oczywiście trafić do Tamtych dni… no nie może być inaczej!

SCENARIUSZ ORYGINALNY:

I tak cię kocham – Emily V. Gordon & Kumail Nanjiani
Get Out – Jordan Peele
Lady Bird – Greta Gerwig
Kształt wody – Guillermo del Toro i Vanessa Taylor
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri – Martin McDonagh

Get Out miało doskonały scenariusz i jeszcze dwa miesiące temu byłoby dla mnie faworytem do Oscara. Potem jednak obejrzałam Trzy Billboardy… i innego wygranego w tej kategorii nie widzę.

ANIMACJA:

Boss Baby
Bread Winter
Coco
Ferdynand
Twój Vincent

Ze smutkiem stwierdzam, że wygra Coco. I dobrze, bo to doskonała animacja, która na nagrodę zasługuje. Tyle, że Twój Vincent to film jakiego jeszcze nie było i nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze będzie. Dlatego właśnie statuetka powinna trafić właśnie do niego. Pomarzyć w każdym razie można.

PIOSENKA:

Mudbound
Tamte dni, tamte noce
Coco
Marshall
Król rozrywki

Jako zwycięzcę obstawiam This Is Me, które osobiście bardzo lubię (musicalowe klimaty to zdecydowanie moje klimaty), ale Mystery of Love to czysta muzyczna magia, która powinna zostać nagrodzona. Tak jak wszystko związane z Call me… ;).

MUZYKA:

Dunkierka
Phantom Thread
Kształt wody
Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Zdecydowanie Kształt Wody. Z powyższych to jedyna ścieżka dźwiękowa, która naprawdę zapadła mi w pamięć. Magiczna, świeża i idealnie dopasowana do filmu. Taka, do której chce się wracać nawet po zakończeniu seansu. I takie soundtracki powinny być właśnie nagradzane.

ZDJĘCIA:

Blade Runner 2049
Czas mroku
Dunkierka
Kształt Wody

Blade Runner 2049 został w tym roku skandalicznie pominięty i mam nadzieję, że przynajmniej w tej kategorii zostanie doceniony. Tym bardziej, że będzie to zasłużona wygrana.

MONTAŻ:

Baby Driver
Dunkierka
Jestem najlepsza. Ja, Tonya
Kształt Wody
Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri

Zdecydowanie Baby Driver. Bez udanego montażu ten film nie byłby nawet w połowie tak dobry jak był. Na drugim miejscu jest dla mnie Dunkierka, ale ta przy Baby Driver wypada zaledwie dobrze.

EFEKTY SPECJALNE:

Blade Runner 2049
Strażnicy Galaktyki 2
Kong: Wyspa czaszki
Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi
Wojna o planetę małp

Wojna o planetę małp za stworzenie za pomocą CGI postaci, które nawet przez sekundę nie wyglądają na sztuczne. To dzięki efektom specjalnym połączonym z doskonałym aktorstwem Andy’ego Serkisa Cezar był bohaterem z krwi i kości a nie wytworem z komputera.

DŹWIĘK:

Baby Driver
Blade Runner 2049
Dunkierka
Kształt wody
Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi

MONTAŻ DŹWIĘKU:

Baby Driver
Blade Runner 2049
Dunkierka
Kształt wody
Gwiezdne Wojny: ostatni Jedi

Coś czuję, że dostanie Dunkierka, ale jak dla mnie w obu kategoriach powinien wygrać Baby Driver bo tak samo jak w przypadku montażu te aspekty w dużej mierze decydowały o tym, że film Edgara Wrighta oglądało się tak dobrze.

SCENOGRAFIA:

Piękna i Bestia
Blady Runner 2049
Czas mroku
Dunkierka
Kształt wody

Jestem rozdarta pomiędzy Blade Runnerem 2049 a Kształtem wody. Jeśli wygra któryś z tych dwóch będę szczęśliwa.

KOSTIUMY:

Piękna i Bestia
Czas mroku
Phantom Thread
Kształt wody
Victoria i Abdul

Phantom Thread! Kostiumy z tego filmu były jego integralną częścią i wyglądały przepięknie, choć jednocześnie nie były typowo oscarowe jak to często w filmach historycznych bywa.

CHARAKTERYZACJA:

Czas mroku
Victoria i Abdul
Cudowny chłopak

Czas mroku za doskonałą przemianę Gary’ego Oldmana w Winstona Churchilla. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy, autentycznie go nie poznałam. A to może oznaczać jedno – doskonałą charakteryzację.

I tyle moich przewidywań i pobożnych życzeń. Co z tego się spełni, dowiemy się w nocy. Jutro tradycyjnie krótkie omówienie oscarowe, także zapraszam!

Ring of Fire

rinoasin

Czas poznać przeszłość Tree Trunks!... Eee, hurra?

Clipboard014

Ten odcinek trwał tyle co zawsze czyli 11 minut. To naprawdę krótko, dlaczego więc tak strasznie mi się ciągnął? Serio, w pewnym momencie aż zerknęłam na pasek przewijania by się upewnić, czy całość trwała przypadkiem pół godziny. O dziwo, nie. Po części zwalam to na Tree Trunks, za którą nie przepadałam nigdy. Ale przecież zdarzało się, że podobały mi się odcinki o nielubianych przeze mnie postaciach. W czym więc tkwi problem Ring of Fire? W powtarzalności.

Sam pomysł na przeplatanie teraźniejszości z retrospekcjami nie był zły, zła była natomiast ich monotematyczność. O tym, że Tree Trunks jest szalona i nieprzewidywalna wiemy od dziesięciu sezonów, po co więc to powtarzać? O ile jeszcze pierwsze wspomnienie z młodzieńczych lat mnie ubawiło, to kolejne już męczyły. Cały odcinek był jak znający tylko jeden żart dzieciak, który go opowiada, opowiada i opowiada. Za pierwszym razem to może bawić, ale potem zaczyna mocno nużyć. Na szczęście, epizod nie doprowadził mnie do irytacji (naturalnego rozwinięcia znużenia) i jak ktoś chce, może to uznać za zaletę. Takie szczęście w nieszczęściu.

Co na plus? Tak jak wspomniałam powyżej – wspomnienia z poszkolnych lat słoniczki. Tutaj grało wszystko – Tree Trunks jako prawdziwa Queen Bee, szybki i nieprzemyślany ślub oraz jeszcze szybszy rozwód (to zerwanie było wręcz epickie!). No miodzio! Ucieszył mnie też krótki, ale jakże uroczy występ Sweet P. Reszta niestety to jedno wielkie „meh”.

To ostatni sezon Adventure Time, wkrótce pożegnamy się z Finnem i Jakem na zawsze i szczerze napisawszy wolałabym spędzić z nimi ten czas niż z Tree Trunks. Gdyby jeszcze Ring of Fire wnosiło coś nowego, nie narzekałabym. Niestety, zamiast świeżości dostaliśmy męczącą powtórkę z rozrywki. Ode mnie 4-ka.

Seventeen

rinoasin

A dziś będzie o tym, że nie ma dobrej imprezy bez rodzinnej dramy.

Seventeen_Title_Card

Finn ma siedemnaście lat. Gdy w serialach aktorskich postacie dorastają zawsze podsumowuję to dramatycznym: „Czuję się staro!” i tutaj pewnie też bym to zrobiła, ale Finn wciąż wygląda tak samo jak w pierwszym odcinku, więc nie mam żadnego przestrzału pomiędzy tym jaki był a jaki jest, ale może nawet lepiej, po co się załamywać swoim wiekiem podczas oglądania Adventure Time?:) Poza tym, pomimo tych siedemnastu lat Finn nadal jest tym samym heroicznym, ale i naiwnym bohaterem, co z jego przekonaniem o dorosłości wypada wręcz uroczo. Aż chciało się go poklepać po głowie i powiedzieć, że pomimo wieku wciąż jest dzieckiem. No, dzieckiem odcinającym głowy nowo poznanym rycerzom, lecz wciąż dzieckiem.

Tożsamość Zielonego Rycerza chyba dla nikogo (poza bohaterami, rzecz jasna) nie była specjalną niespodzianką. Nawet twórcom niespecjalnie chciało się długo bawić w podchody i dość szybko okryli karty. Przy okazji dowiedzieliśmy się w jaki sposób wujek Gumbald, Chicle i Lolly odzyskali swoje ciała i musze przyznać, że rozwiązano to w bardzo prosty, ale jednocześnie logiczny sposób, bez żadnych udziwnień czy wątpliwych zbiegów okoliczności, których się trochę obawiałam. Tak przy okazji – Marceline zasłaniająca Bubblegum to najpiękniejszy widok w Adventure Time od dawna, aww.

Jeśli mam być szczera, to pod względem fabuły ten odcinek był średni i pewnie by mnie znudził, gdyby nie masa świetnych żartów, które z miejsca podniosły poziom. Nie wiem co mi się podobało najbardziej - Huntress Wizard stwierdzająca, że Zielony Rycerz może mieć niewidzialną osłonę, ale nie jest pewna bo jej nie widzi, Starchy niespodziewanie deklarujący swe uczucia Finnowi czy też Ice King niespodziewanie wyskakujący z tortu przebrany za Flame Princess – to wszystko było proste, ale jednocześnie naprawdę zabawne i dodawało całości smaku.

Podsumowując, odcinek był w porządku. Nie był zły, ale podczas jego oglądania towarzyszyło mi uczucie nieustannego deja vu, że gdzieś już to kiedyś widziałam, w innym odcinku Adventure Time. A takie coś nigdy nie jest mile widziane podczas seansu. Na szczęście, żarty ratowały całość. Ode mnie 6-ka.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci