Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Serie książkowe, serie filmowe

rinoasin

Co lubi Hollywood? Sagi książkowe. Dlaczego? Bo jak zekranizuje pierwszą część i ta odniesie sukces, powstanie druga i ta też pewnie zdobędzie dużą widownię i tak aż do końca serii. Niestety, ostatnie lata pokazują, że takie projekty się nie sprzedają i tylko nielicznym tytułom udało się zjednać publikę. Dziś skupię się na ekranizacjach książkowych sag – zarówno tych udanych, jak i tych nieudanych.


Zaczniemy od tytułów, które odniosły sukces i zapisały się w naszej pamięci, choć nie zawsze są to miłe wspomnienia.


Władca Pierścieni


Nie każdy o tym wie, ale wytwórnia Miramax chciała, by Peter Jackson zmieścił trylogię Tolkiena w jednym filmie(!). Reżyser nie chciał iść na ustępstwo i zwrócił się do New Line Cinema. Tym razem uzyskał zgodę i w taki oto sposób powstał już kultowy tytuł, który przełożył się na sukces kasowy jak i artystyczny (doskonałe oceny krytyków, nominacje do Oscarów i innych filmowych nagród). Trylogia rozpoczęła w Hollywood modę na filmy fantasy, ale praktycznie żaden z nich nie odniósł większego sukcesu.


Harry Potter


Sława książkowej sagi była tak duża, że ekranizacja była tylko kwestią czasu. I tak w 2001 roku na ekrany kin weszła pierwsza część – „Kamień filozoficzny”, która stała się dużym hitem. Przygoda z czarodziejem trwała 10 lat i zamknęła się w 8 filmach (ostania książka została podzielona na dwie części). Warto wspomnieć, że pomimo pięknego wykonania, doskonale dobranej obsady i bardzo dobrych opinii krytyków, film nie dostał żadnego Oscara, zawsze kończyło się na nominacjach.


Zmierzch


Sadze można wiele zarzucić, ale mimo to jest cholernie popularna wśród nastolatek. Miłosna historia Belli i wampira Edwarda, na dzień dzisiejszy składa się z czterech części (każda znalazła się na czele Box Office’u), a premiera piątej odbędzie się w listopadzie tego roku. W przeciwieństwie do Władcy i Pottera, Zmierzch nie zebrał przychylnych opinii krytyków oraz dostał parę nominacji do Złotych Malin. Od jakiegoś czasu mówi się też o stworzeniu serialu dziejącym się w uniwersum Zmierzchu*, nie wiadomo jednak czy chcą zrobić reboot serii czy też wprowadzić nowych bohaterów. Wiadomo natomiast, że Robert Pattinson w serialu się nie pojawi, gdyż uważa że jest za stary na rolę Edwarda. To oficjalna wersja, ale podejrzewam, że chce uniknąć szuflady, w której i tak już głęboko siedzi.


To były trzy sagi książkowe, które odniosły sukces. Czas przejść do bardziej liczniejszej grupy – filmów, które miały podbić serca widzów i mieć z 10 lub więcej części. Ale coś nie wyszło i zakończyły się na jednym filmie.


Atramentowe serce


Film powstał na podstawie pierwszego tomu trylogii „Atramentowy Świat” stworzonej przez Cornelię Funke, w której skład wchodzą: „Atramentowe serce”, „Atramentowa krew” i „Atramentowa śmierć”. Fabuła opowiada o Meggie, której ojciec posiada niezwykły dar – gdy czyta książkę na głos, potrafi powołać do życia jej bohaterów. Jego talent chce wykorzystać nikczemny Capricorn i porywa mężczyznę. Dziewczyna bez zastanowienia rusza ojcu na ratunek.
Pomimo ciekawej fabuły (pomysł na wskrzeszanie książkowych bohaterów przez czytanie jest genialny) i rewelacyjnej obsady (Brendan Fraser, Andy Serkis, Paul Bettany, Helen Mirren, Jim Broadbent), film nie sprzedał się za dobrze, w ciągu pierwszych trzech dni wyświetlania 7,6 milina dolarów, a w sumie 17,3 mln. Także krytycy bardzo surowo przyjęli tytuł – na RottenTomatoes „Serce” dostało 39% pozytywnych recenzji ze średnią 5.1 na 10. To wszystko sprawiło, że planowana część druga została zawieszona na czas nieokreślony i wszystko wskazuje na to, że fani nigdy się jej nie doczekają.


Złoty kompas


Stworzona przez Philipa Pullmana trylogia „Mroczne materie” składa się z „Zorzy północnej”, „Zaczarowanego noża” i „Bursztynowej lunety”. W USA „Zorza…” nazywa się „Złoty Kompas” i tak film został ochrzczony i u nas. Oczywiście, w planach było nakręcenie adaptacji wszystkich tomów, ale „Kompas” bardzo źle się sprzedał w Stanach i choć nadrobił w Europie, fani nie doczekali się kolejnej części. Może o porażce zaważyły średnie opinie krytyków (42% na RottenTomatoes i średnia 5.6) i oburzenie kościoła, gdyż w książce występują antychrześcijańskie motywy, zupełnie pominięte w filmie. Jakiś czas mówiono o kontynuacji, ale także i ona została ostatecznie zawieszona. Na otarcie łez „Kompas” dostał dwie nominację do Oscara – za najlepsze efekty specjalnie i scenografię, wygrał w pierwszej kategorii.


Lemony Snicket: Seria niefortunnych zdarzeń


W przeciwieństwie do dwóch powyższych tytułów „Lemony…” spotkał się z ciepłym przyjęciem krytyków (RottenTomatoes – 72% i średnia 6.7) i miał rewelacyjne otwarcie - 30,1 mln dolarów pierwszego dnia wyświetlania. Dodajmy jeszcze doskonałą obsadę (Jim Carrey, Meryl Streep, Jude Law, Timothy Spall i czwórka zdolnych dzieciaków w rolach głównych**) oraz cztery nominacje do Oscara i jedną statuetkę (za charakteryzację, pozostałe nominacje były za muzykę, scenografię i kostiumy). Dlaczego więc nigdy nie doczekaliśmy się następnych części? Przecież „Seria” składa się z 13 tomów (gdy film wchodził na ekrany, było ich 10) i gdyby twórcy trzymali się konwencji czyli trzy opowieści w jednym filmie, bez problemu mogłyby powstać jeszcze 4 części. Przyczyną był konflikt pomiędzy wytwórniami DreamWorks i Paramount Pictures, który zakończył się rozwiązaniem wzajemnej umowy. W 2009 roku reżyser filmu, Brad Silberling, wyraził swoją nadzieję na stworzenie kontynuacji za pomocą animacji poklatkowej, ale do dnia dzisiejszego nic o tym nie słychać, więc projekt upadł, a sierotki Baudelaire nie doczekają się filmowego zakończenia swojej historii.


Ciemność rusza do boju


Wybaczcie, ale musze od tego zacząć – polski tytuł brzmi strasznie durnie! Wiem, że „Seeker: The Dark Is Rising: nie pozostawia wiele opcji, ale już „Ciemność powstaje” czy „Poszukiwacz” lepiej by brzmiały. No ale to nie temat o głupio przetłumaczonych tytułach, więc do rzeczy. Stworzona przez Susan Cooper seria „The Dark Is Rising Sequence” składa się z 5 tomów (w Polsce wydany tylko jeden) i wyróżnia się dwoma faktami. Pierwszy – seria powstawała w latach 1965 do 1975 czyli film nie powstał dlatego, że książki znajdują się na pierwszych miejscach bestsellerów; drugi – film jest adaptacją drugiej książki, co wymogło na twórcach wiele zmian scenariuszowych. Nie wiem czy to przez te zmiany, czy też może fakt, że historia się przedawniła, ale „Ciemność…” była okropnie słabym filmem i nawet Frances Conroy, Christopher Eccleston i Ian McShane nie byli w stanie go uratować. Pozytywne oceny na RottenTomatoes to 14%, a średnia wynosi 3.9. Także Box Office było słabe – film już w pierwszym tygodniu wyświetlania trafił na 5 miejsce i do dnia dzisiejszego jest filmem fantasy z najsłabszym otwarciem. Pewnie dlatego skończyło się na pierwszej części.


Jumper


Tym razem nie mamy bardzo rozległej sagi, bo na dzień dzisiejszy Steven Gould napisał dwa tomy – „Jumper” i „Reflex” (w planach trzeci tom, zatytułowany „Impulse”). Fabuła jednak bardziej komiksowa niż książkowa – główny bohater odkrywa, że ma dar teleportacji, a na jego życie zaczyna dybać bractwo Paladynów plujących na ludzi takich jak on.
Film dostał słabe oceny na RottenTomatoes – 14% ze średnią 4. Zdecydowanie lepiej było z oglądalnością, „Jumper” zajął 28 miejsce wśród najlepiej zarabiających filmów 2008 roku. I to powinno dać mu zielone światło – nie od dzisiaj wiadomo, że kasa liczy się bardziej od opinii krytyków (patrz – „Starcie Tytanów”). Jednak drugiej części jak nie było, tak nie ma.


Kroniki Spiderwick


I wracamy do świata fantasy – „Kroniki Spiderwick” oparte są na książkowej sadze składającej się z 8 tomów i dwóch dodatkowych książkach będących uzupełnieniem fabuły. W obsadzie znaleźli się m.in. Freddie Highmore (w podwójnej roli), Mary-Louise Parker, Nick Nolte, Sarah Bolger i David Strathairn, tak więc obsada zacna. Równie dobrze było z ocenami – 80% na RottenTomatoes, średnia 6.7. Film co prawda nie znalazł się na szycie Box Office – wyprzedził go powyższy „Jumper”, ale i tak zarobił na siebie. Dlaczego więc kontynuacja nigdy nie powstała? Książkowa saga ma 8 tomów, a film opiera się na pierwszych pięciu i bez problemu można by zrobić ciąg dalszy. Najwyraźniej jednak twórcy uznali, że lepiej będzie zakończyć historię na jednym filmie.


Miasto Cienia


Podobnie jak „Ciemność rusza do boju”, „Miasto…” nie może się poszczycić dużymi zyskami z kin – w pierwszym tygodniu wyświetlania tytuł nie wszedł nawet do pierwszej dziesiątki najchętniej oglądanych filmów. To sprawiło, że twórcy z miejsca zapomnieli o ciągu dalszym, choć książkowa seria składa się z czterech tomów. W miarę dobre oceny krytyków (53% na RottenTomatoes, średnia 5.7) nie zmieniły ich zdania i tak oto „Miasto Cienia” powoli odchodzi w zapomnienie. A miało być tak pięknie!


Eragon


Wchodzący w 2006 roku na ekrany kin film na podstawie bestsellera Christophera Paoliniego miał ambicję na zostanie następcą „Władcy Pierścieni” i na tych ambicjach się skończyło. Bo o ile film zarobił na siebie, to krytyka wdeptała go ziemię (Rotten - 16%, średnia 4.1), ale co się dziwić gdy za ekranizację średnio napisanej książki z wtórną fabułą bierze się reżyser efektów specjalnych – klęska wisi w powietrzu. I tak było tym razem, nie pomogły nawet znane nazwiska solidnych aktorów obsadzie (Jeremy Irons, Robert Carlyle, John Malkovich) – zdecydowano się nie ekranizować drugiej części sagi czyli „Najstarszego”. W tym przypadku to dobrze – po co męczyć widzów kolejnym gniotem?  


Czas przejść do następnej grupy – oto filmy, które miały stać się popularnymi filmowymi widowiskami, ale ich przyszłość stoi pod znakiem zapytania – z bardzo różnych powodów. 


Igrzyska śmierci


„Igrzyska śmierci” to ekranizacja pierwszego tomu trylogii stworzonej przez Suzanne Collins. Film został doskonale przyjęty przez krytykę (86% na RottenTomatoes, średnia 7.2) i widzów (przez cztery tygodnie utrzymywał pierwsze miejsce najchętniej oglądanych filmów). Z miejsca zaplanowano ekranizację drugiego tomu czyli „W pierścieniu ognia”. Trzecia części czyli „Kosogłos” ma być rozbita na dwa filmy – ale czy one powstaną, zdecyduje sukces lub brak sukcesu drugiego filmu. Trzymam kciuki za powodzenie „Igrzysk”, które są dla mnie godnym następcą Harry’ego Pottera.


Dziewczyna z tatuażem


Amerykańska ekranizacja „Mężczyźni, który nienawidzą kobiet” Stiega Larssona została bardzo dobrze przyjęta przez krytykę – 87% na RottenTomatoes, średnia 7.6 – ale mimo tego, film miał okropnego pecha – ominęły go nominacje w najważniejszych oscarowych kategoriach (poza technicznymi aspektami, jedyną bardziej wartościowszą kategorią była nominacja dla Rooney Mary ), a wpływy z kin w USA nie były znaczne. I choć film lepiej sobie poradził w Europie, wytwórnia MGM nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy i wszystko wskazuje na to, że ekranizacje dwóch kolejnych tomów nie powstaną.


Opowieści z Narnii


Gdy w 2005 roku na ekrany kin wchodziła pierwsza część ekranizacji C.S. Lewisa – „Lew, czarownica i stara szafa”, włodarze Disneya zapowiadali, ze zekranizują wszystkie 7 tomów Opowieści z Narnii. I tak 3 lata później dostaliśmy drugą część czyli „Księcia Kaspania”. Film zebrał niemal tak samo dobre recenzje co jedynka, a także zarobił na siebie. Jednak Disney zdecydował, że nie czas zakończyć przygodę z Narnią i zająć się czymś innym czyli „Johnem Carterem”. Prawa do sagi przejęła wytwórnia Warner Brothers i w 2010 na ekranach kin pojawiła się trzecia część czyli „Podróż Wędrowca do Świtu”, która zebrała najgorsze recenzje z wszystkich części i słabo sobie poradziła w Stanach. Straty nadrobiono w Europie i Azji, ale jak to zwykle bywa – zyski ze Stanów najważniejsze! Produkcja czwartej części czyli „Srebrnego krzesła” stanęła pod znakiem zapytania. Jakiś czas temu mówiono, że w pierwszej kolejności studio zekranizuje najbardziej lubianą po „Lwie…” książkę z sagi czyli „Ucznia Czarnoksiężnika” ale wieści o tym ucichły tak nagle jak się pojawiły. Najprawdopodobniej przygoda Narnii z kinem została ostatecznie zakończona.


Tomorrow, When the War Began


Ekranizacja pierwszego tomu cyklu Johna Marsdena była wielkim hitem w Australii – zanotowała jedno z najlepszych otwarć, a później zdobył nagrody w najważniejszych kategoriach dla najlepszych australijskich filmów w przełomie 2009-2010. Reżyser filmu, Stuart Beattie, miał w planach nakręcić dwie kolejne części, a potem dodać do tego serial oparty na pozostałych tomach cyklu (jest ich 7). Tymczasem minęły już dwa lata, a wciąż nic nie wiadomo o drugiej części. Czyżby wielki hit został zapomniany? Może jeszcze jest nadzieja, po dwóch latach „Tomorrow…” trafił do amerykańskich kin i może nie zarobił kokosów, ale został dobrze przyjęty przez krytyków – 64% na RottenTomatoes, średnia 5.6. Czy dzięki temu twórcy zmienią zdanie? Pożyjemy, zobaczymy.


Percy Jackson i bogowie olimpijscy


Rick Riordan stworzył 8 tomowy cykl (9 tom pojawi się jesienią 2012) o chłopcu, który odkrywa że jest pół bogiem. Oczywiście, Hollywood natychmiast powzięło decyzję o ekranizacji i odważnie ochrzciło Percy’ego następcą Harry’ego Pottera. Film bazujący na pierwszej książce „Złodziej pioruna” wszedł do kin w 2010 i nie zdobył przychylności krytyki (49% , średnia 5.7 na RottenTomatoes). Z oglądalnością trochę lepiej, ale dla studia Fox 2000 niewystarczająco zadawalająco i wszystko wskazywało na to, że druga książka nie doczeka się ekranizacji, choć początkowo planowano pięć filmów. W końcu studio zdecydowało się dać Percy’emu drugą szansę i zaplanowało premierę „Morza potworów” na 2013 rok.  

  
John Carter


Dla tego filmu studio Disney zrezygnowało z Narnii, najwyraźniej sądząc, że Mars będzie ciekawszy od magicznej krainy. I się na tym wniosku nieźle przejechali – na projekcie stracili  200 milionów. A miało być tak pięknie – „John Carter” miał rozpoczynać serię filmów opierających się na książkowej serii SF stworzonej przez Edgara Rice Burroughsa, każdy film w założeniu miał zbierać miliony. I choć książki stanowią kanon SF, to „John…” okazał się bardzo wtórny i zachwycił ani widzów ani krytyków.  Na dzień dzisiejszy nie wiadomo, czy film dostanie kolejną część, ale fani tytułu już zaczęli internetową kampanię walczącą o drugi film – czy im się uda, zobaczymy wkrótce. 


I dochodzimy do ostatniej grypy – nadchodzących ekranizacji książek. Czy zostaną hitami? Niektóre mają na to duże szanse.


Hobbit


Wstyd nie zacząć od tego tytułu – po 9 latach od premiery „Powrotu Króla” fani będą mogli powrócić do Śródziemia. Co ciekawe, w oparciu o jedną książkę powstaną dwa filmy – oczekuję więc epickiego rozmachu i pierwszy trailer wskazuje na to, że dostanę i rozmach i epickość. Dodajmy do tego wspaniałą obsadę, szczególnie Martin Freeman wydaje się urodzony do roli Bilba. Szkoda tylko, że do grudnia tak daleko…


The Host


Jeśli na Hobbita czekam niecierpliwie, to na Hosta nie czekam, ale pewnie i tak obejrzę, żeby wiedzieć czy jest co krytykować czy nie. Na dzień dzisiejszy projekt nie napawa optymizmem – powstaje w oparciu o książkę autorstwa Stephenie Meyer (która ma swoim sumieniu zmierzchową sagę) – „Intruz”, a w planach są dwie kolejne części – „The Soul” i „The Seeker”. Fabuła niby mówi o inwazji kosmitów, ale to tylko pretekst żeby stworzyć kolejny miłosny trójkąt, a nawet czworokąt. Żal Saoirse Ronan i Williama Hurta na ten tytuł.

 
Seventh Son


„Seventh Son” to ekranizacja pierwszego tomu z cyklu Kroniki Wardstone pt. „Zemsta czarownicy”. Opowie historię chłopca, który uczy się sztuki magicznej w celu walczenia z ciemnymi mocami. W obsadzie m.in. Ben Barnes, Julianne Moore, Jeff Bridges i Kit Harington.


Mortal Instruments


Ekranizacja książki pt. „Miasto kości”, pierwszego tomu z serii Dary Anioła. Film opowiadać będzie o młodej dziewczynie Clary, która podczas poszukiwań swojej matki trafia do Podziemnego Świata pełnego wróżek, półludzi, aniołów i demonów. Tam odkrywa straszliwą tajemnicę… W rolach głównych Lily Collins i Jamie Campbell Bower.


Na dziś tyle. Miłego długiego weekendu życzy


Gosiakowa


*choć dla mnie Zmierzch ma takie uniwersum jak mój pies łuski, tzn. żadne  
**Słoneczko grały dwie dziewczynki

Już mnie nie ma, ale wciąż jestem – o martwych bohaterach w serialach

rinoasin

„Martwy, wcale nie oznacza mniej ważny!” – podejrzewam, że tak myśleli scenarzyści niektórych seriali, gdzie martwe postacie są tak samo ważne jak te żywe lub ich śmierć ma znaczący wpływ na fabułę. Zdecydowałam się zrobić listę najciekawszych umarlaków, których śmierć była niezbędna dla serialowej fabuły. Miłego czytania! (Uwaga, spoilery!)

Mary Alice Young (Gotowe na wszystko)

Jej samobójstwo było pierwszą, wielką tajemnicą serialu. Dlaczego szczęśliwa kobieta, kochająca żona i dobra matka zdecydowała się na strzał w głowę? Odpowiedź chciały poznać jej cztery przyjaciółki – Lynette, Bree, Gabi i Susan oraz widzowie zebrani przed telewizorami. Z czasem okazuje się, że skrywała wielką tajemnicę i wolała zabrać ją do grobu niż pozwolić jej wyjść na jaw.
Choć Mary Alice umiera w pierwszym odcinku serialu, jest równie ważną postacią dla serialu, co jej cztery przyjaciółki – fani „Gotowych na wszystko” nie potrafią sobie wyobrazić serii bez jej ciepłego głosu otwierającego i kończącego każdy odcinek.

Laura Palmer (Miasteczko Twin Peaks)

Laura Palmer – śliczna, młoda dziewczyna, która zostaje brutalnie zamordowana. Jej ciało zostaje odnalezione na brzegu jeziora, a w celu odnalezienia jej mordercy FBI wysyła do sennego Twin Peaks swojego najlepszego agenta – Dale’a Coopera. I tak zaczyna się kultowy serial Davida Lyncha. W trakcie śledztwa okazuje się, że Laura wcale nie była tak idealna jak to się mogło zdawać, to samo tyczy się mieszkańców miasteczka – tutaj każdy ma jakąś tajemnicę, ciemną stronę, którą pragnie ukryć. A widzowie, razem z agentem Cooperem stopniowo zaczną je odkrywać.
Aktorka grająca postać Laury - Sheryl Lee, tak bardzo spodobała się Lynchowi, że specjalnie dla niej napisał postać Madelein Ferguson, kuzynki Laury. Rok po zakończeniu serialu powstał też film „Twin peaks: Ogniu krocz ze mną” opowiadający o ostatnich dniach życia Palmer. Warto też wspomnieć, że początkowo to właśnie Lee a nie Brenda Strong miała grać Mary Alice w „Gotowych na wszystko”. Pilot z jej udziałem możecie zobaczyć na Youtube.

Harry Morgan (Dexter)

To Harry nauczył Dextera jak zabijać ludzi, jak działać, by nie zostać złapanym, to on stworzył kodeks, którego przestrzega jego syn. Jednak Harry z pewnością nie spodziewał się, że droga, którą wybrał jego syn, będzie dla niego zabójcza – mężczyzna w pewnym momencie zorientował się, że stworzył potwora i wiedziony wyrzutami sumienia popełnił samobójstwo. To wszystko dzieje się przed akcją właściwą serialu, lecz mimo to widzowie mogą oglądać Harry’ego we wspomnieniach głównego bohatera oraz jako jego wyimaginowanego mentora, skłaniającego swego syna do właściwych decyzji. W szóstym sezonie zostaje na jeden odcinek zastąpiony przez Rudy’ego, lecz Dexter szybko zdaje sobie sprawę, że to błąd i ponownie zwraca się do jaśniejszej strony swego umysłu.

Judah Botwin (Trawka)

Judah pojawia się w serialu przez jakieś 5 minut, ale jego postać jest niezwykle ważna dla fabuły „Trawki”. Śmierć męża Nancy jest niczym pierwsza kostka domina, która przewraca kolejne – kobieta nie wie w jaki sposób zapewnić synom życie na takim poziomie jak dotychczas, w końcu decyduje się na handlowanie marihuaną. Ten fach stopniowo zmienia ją, jak i jej najbliższych. Niestety, życie na które decydują się Botwinowie, jest niebezpieczne i nie daje możliwości powrotu do tego co było… 

Alison DiLaurentis (Pretty Little Liars)

Alison była prawdziwą królową szkoły – każda dziewczyna chciała być jej najlepszą przyjaciółką, każdy chłopak chciał się z nią umówić. Sama Ali była sprytną manipulantką, z łatwością potrafiła skłonić ludzi do zwierzeń, poznać ich najskrytsze sekrety, a potem nie zawahała się wykorzystać swej wiedzy do licznych szantaży. Jednak pewnej nocy jedna z jej ofiar ma dość szykanowania i zabija dziewczynę z zimną krwią. Tajemnicę jej śmierci chcą rozwiązać jej cztery najbliższe przyjaciółki – Aria, Hanna, Spencer i Emily. Ich prywatne śledztwo z każdym krokiem jest coraz bardziej zagmatwane, a morderca wciąż wymyka im się z rąk. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że są szantażowane przez osobą podpisująca się jako „A”, która zna ich najskrytsze sekrety – sekrety, o których wiedziały tylko one i sama Alison…


Nathaniel Fisher (Sześć stóp pod ziemią)

Podobnie jak w przypadku Judah z „Trawki”, śmierć Nathaniela Seniora całkowicie zmienia dotychczasowe życie jego najbliższych. Rodzina Fisherów musi uporać się z niespodziewaną śmiercią mężczyzny i zaopiekować się zakładem pogrzebowym, którego był właścicielem. Przez pięć sezonów obserwujemy ich życie, chwile szczęścia i smutku, nadziei i rozczarowania, aż do poruszającego finału, jednego z lepszych w serialowym światku.

Annie (Być człowiekiem)

Annie jest duchem zamieszkującym opuszczony dom. Jej życie (po życiu) zmienia się, gdy do budynku wprowadzają się George i Mitchell – wilkołak i wampir. Dzięki nim, nie pamiętająca szczegółów swej śmierci Annie dzięki nim odkrywa straszną prawdę i postanawia się zemścić. Sama także pomaga im z całych sił, a z czasem zaczyna coś czuć do Mitchella. Niestety, we współczesnym, niebezpiecznym świecie miłość i szczęście nie mają prawo długo istnieć.

 

Tate Langdon (American Horror Story)

Raz wrażliwy chłopak, innym razem niebezpieczny socjopata. Tate wydaje się mieć sto różnych wcieleń, każde inne, każde doskonale zagrane przez Evana Petersa. W pierwszym odcinku serialu poznajemy go jako wyobcowanego pacjenta Bena Harmona, który zaczyna się interesować Violet. Z czasem okazuje się, że Tate zginął przed rozpoczęciem akcji serialu, zastrzelony przez oddział SWAT tuż po tym jak podpalił kochanka matki i zabił pięciu uczniów w strzelanie jaką urządził w szkole. Od tego czasu jego duch zostaje uwięziony w domu, w którym zginął i będzie mieć duży wpływ na życie jego przyszłych lokatorów. Zdecydowanie negatywny wpływ.

Georgia Lass (Dead like me)

Georgia (dla przyjaciół „George”) to zblazowana nastolatka, nie mająca planów na przyszłość. Wszystko się zmienia, gdy zostaje zabita przez płonącą deskę klozetową ze stacji MIR – dostaje szansę zostania Mrocznym Żniwiarzem i bez namysłu przystaje na nią. Po śmierci, dziewczyna zaczyna odkrywać uroki życia, którego wcześniej nie doceniała.
„Dead like me” to jeden z lepszych seriali stacji Showtime, niestety mało znany i za szybko zakończony. W 2009 powstał film pełnometrażowy kontynuujący wątki znane z serialu, niestety z głównej obsady zabrakło dwóch głównych aktorów, a scenariusz zdecydowanie kulał. Lepiej sobie odpuścić i powtórzyć odcinek serialu.

Rosie Larsen (The Killing)

21 lat po morderstwie Laury Palmer światem serialowym wstrząsnęła inna zbrodnia – w bagażniku zatopionego auta znaleziono ciało młodej dziewczyny, Rosie Larsen. W „The Killing” obserwujemy w jaki sposób jej rodzina zmaga się z jej śmiercią, para policjantów poszukuje jej mordercy oraz jak radzi sobie znany polityk, który staje się jednym z głównych podejrzanych.
Serial jest amerykańską wersją duńskiego serialu „Forbrydelsen” – polecam zapoznać się dwoma tytułami, początkowe odcinki są niemal identyczne, z czasem jest coraz więcej różnic, dzięki czemu widz się nie nudzi i może zachwycać się doskonałym klimatem.

A Wy jakich serialowych umarlaków kojarzycie?

Gosiakowa

Ile Kinga w „Igrzyskach Śmierci”?

rinoasin

Ostatnio podczas przeglądania strony 9GAG, natrafiłam na taki oto obrazek:

 

Dla nieznających angielskiego – autor tegoż 9gagu zaprezentował bardzo ogólny zarys fabuły dwóch książek – „Wielkiego Marszu” napisanego przez Stephena Kinga (pod pseudonimem Richard Bachman) i „Igrzysk Śmierci” Suzanne Collins, według którego książki mają praktycznie taką samą fabułę. Temat bardzo mnie zainteresował i natychmiast sięgnęłam po „Wielki Marsz”, o którym dotychczas słyszałam wiele dobrego, a jakoś nigdy nie miałam szansy przeczytać. Na samym początku zaskoczyła mnie grubość książki – 122 strony, taki rozmiar to coś niespotykanego u Kinga, który uwielbia rozciągać swe dzieła do granic możliwości (co może być zarówno zaletą jak i wadą). Ale nie oceniając książki po rozmiarze ani po okładce, zaczęłam czytać i wciągnęło mnie tak jak w zeszłym roku podczas czytania „Igrzysk Śmierci”. Uważam, że oba tytuły to doskonała lektura, ale czy są do siebie bliźniaczo podobne jak to uważa autor powyższego obrazka? Pochylmy się nad dwoma fabułami i odnajdźmy odpowiedź na to pytanie. 


Zarówno w „Igrzyskach…” jak i „Marszu” mamy przyszłość, która wyraźniej została określona u Collins, u Kinga dostajemy tylko strzępki informacji z rozmów bohaterów. Nie wiemy więc w jaki sposób powstał tytułowy Wielki Marsz – okrutne widowisko, w którym udział bierze 100 nastolatków, ochotników (!). Główny cel Marszu – kroczenie przed siebie aż do utraty sił. Zawodnicy muszą iść z minimalną prędkością czterech mil na godzinę, poniżej tej granicy dostają upomnienie, które można wymazać godzina prawidłowego marszu. Natomiast otrzymanie trzech upomnień pod rząd skutkuje dostaniem „czerwonej kartki” czyli zabicie zawodnika przez żołnierzy pilnujących uczestników dniem i nocą. Gra trwa do czasu, aż przy życiu zostanie jedna osoba. Tymczasem u Collins mamy dokładnie wytłumaczone dlaczego powstały Głodowe Igrzyska – to forma kary, na którą zdecydowały się władze Kapitolu po stłumionym buncie podległych państwu dystryktów. 13 dystrykt został całkowicie zniszczony jako przestroga, pozostałe co roku muszą oddać Kapitolowi chłopca i dziewczynę w przedziale wiekowym od 12 do 18 lat. 24 uczestników zmierzy się z sobą w walce na śmierć i życie w Głodowych Igrzyskach – zwycięży ten, który przeżyje jako jedyny.


Jak widać, w obu przypadkach mamy rodzaj chorej gry, którą zwyciężyć może tylko jedna osoba. I tu podobieństwa się kończą – do Marszu chłopcy zgłaszają się dobrowolnie, choć dobrze zdają sobie sprawę jak małe są ich szanse na zwycięstwo. Tymczasem dzieci z dystryktów są wybierane poprzez losowanie i muszą wziąć udział w igrzyskach czy tego chcą czy nie – no chyba, że ktoś się zgłosi na ich miejsce. Tak właśnie postąpiła główna bohaterka książki, Katniss – jej młodsza siostra zostaje wylosowana i nasza bohaterka nie waha się ani chwili i zgłasza się za nią.


Inne reguły sprawiają, że w obu książkach zupełnie inaczej wyglądają kontakty pomiędzy uczestnikami. Podczas Marszu zawodnicy zaprzyjaźniają się z sobą i tylko niektórzy trzymają się na dystans lub nawet starają się wykończyć psychicznie pozostałych. W Igrzyskach bohaterowie od razu wiedzą, że na arenie będą musieli walczyć między sobą na śmierć i życie – tu nie ma miejsca na przyjaźnie, jedynie na sojusze – na wczesnym etapie powstają grupki, które razem eliminują przeciwników, a gdy Igrzyska zbliżają się ku końcowi, grupa się rozpada i jej członkowie walczą pomiędzy sobą. Taka taktyka daje większe szanse na przeżycie, a także na poznanie słabych punktów towarzyszy.


Przez całą lekturę zastanawiałam się czy Wielki Marsz jest transmitowany w telewizji. King ani razu nie wspomina o kamerach śledzących każdy ruch zawodników, jedyna bardziej medialna scena to kobieta z radia pragnąca przeprowadzić wywiad z maszerującymi. Poza tym nic, Garraty widział na Marsz na żywo, nigdy z odbiornika telewizyjnego, a gdy jeden z uczestników zaczyna opowiadać o finale jednego z wcześniejszych Marszy, wszyscy słuchają go uważnie i chcą dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów. Z tej sceny możemy się domyślić, że zawodników mógł obserwować jedynie zebrany tłum gapiów – żądnych krwi i emocji. Uczestnicy Głodowych Igrzysk są śledzeni przez kamery od momentu wylosowania ich nazwiska – dokonują prezentacji w strojach specjalnie dla nich uszytych, udzielają wywiadów, tylko po to, by publiczność poczuła do nich sympatię i kibicowała im podczas Igrzysk. Collins doskonale ukazuje jak media ogłupiają widzów i łatwo nimi manipulują.


Jak widać, pomimo podobnych elementów, „Wielki Marsz” i „Igrzyska Śmierci” układają się w całkowicie odmienny obrazek. Gdybym miała porównywać książkę Collins do jakiegoś dzieła Kinga, na pewno wybrałabym „Uciekiniera” (który tak samo jak „Marsz” został wydany pod nazwiskiem Bachman). Tytułowy „Uciekinier” to show, którego stawką jest życie uczestnika, a nagrodą – miliard nowych dolarów. Główny bohater, Ben Richards żyje w slumsach i ledwo wiąże koniec z końcem. Gdy jego córka zaczyna poważnie chorować, z braku innych perspektyw decyduje się wziąć udział w „Uciekinierze”. Książka zaczyna się od momentu podjęcia decyzji Bena o zgłoszeniu się do show, następnie mamy eliminacje, badania kwalifikacyjne, aż w końcu rozpoczyna się gra. Oczywiście, gra bardzo trudna i okrutna – Ben staje się uciekinierem – musi uciekać przed wysłaną jego tropem grupką łowców. Jeśli przeżyje miesiąc, wygra. Dodatkowo za każdego zabitego łowcę dostaje premią, a każda osoba, która udzieli informacji o pobycie Bena dostanie nagrodę pieniężną. 
Dużym plusem książki jest doskonale skonstruowany świat przyszłości – brudny i pesymistyczny oraz bardzo dobre stopniowanie napięcia. Niestety, w pewnym momencie Kingowi pomysły wyraźnie się skończyły i postawił na bardzo banalne zakończenie. Wyglądało to tak, jakby pisarz znudził się „Uciekinierem” i zapragnął go najszybciej skończyć. Warto dodać, że książka doczekała się koszmarnej ekranizacji z Arnoldem Schwarzeneggerem w roli głównej. Niestety, całość została ogłupiona i z całego „Uciekiniera” ostało się jednie imię i nazwisko głównego bohatera… Wstyd. 


Zarówno w „Uciekinierze” jak i w „Igrzyskach” mamy poświęcenie głównych bohaterów dla swoich najbliższych i okrutny show pokazany od podszewki. Jednak sam King jakoś tych podobieństw nie wypomina, bo na okładce książki Collins możemy przeczytać jego rekomendację brzmiącą:


„Nie mogłem się oderwać… Ta książka uzależnia.”

 

Na zakończenie polecam każdemu lekturę trzech wspomnianych wyżej tytułów, dystopie są obecnie w modzie, warto więc zapoznać się z ciekawszymi przedstawicielami tego gatunku.


Gosiakowa


Ps. Wiem, że „Igrzyska śmierci” są bardzo często porównywane do „Battle Royale”, ale nie zdecydowałam się o nim wspomnieć z prostego powodu – nie czytałam książki. Miejmy nadzieję, że jakieś wydawnictwo zdecyduje się na wydanie tego tytułu bo jestem go bardzo ciekawa.

Ps2. Adres obrazka :)

Co by było, gdyby… czyli alternatywne światy w filmach i serialach

rinoasin

„Co by było, gdyby…?” – kto z nas przynajmniej raz w życiu nie zastanawiał się nad tym, co by się zdarzyło, gdyby wybrał inną drogę lub powiedział coś innego? To pytanie wyraźnie zastanawiało też niejednego scenarzystę, gdyż alternatywne światy są coraz popularniejsze. W dzisiejszym artykule skupię się na przedstawieniu tytułów, w których twórcy nie zawahali się zapytać – „Co by było, gdyby?”. Uwaga, artykuł zawiera SPOILERY!

Fringe

Wstyd nie zacząć od tego serialu – w końcu cała fabuła kręci się dookoła dwóch światów, naszego i jego alternatywnej wersji. Zabawne było to, że w pierwszych odcinkach nic nie wskazywało na taki rozwój akcji, teoria o dwóch światach została przez Waltera wspominania w jednym z ostatnich epizodów pierwszego sezonu, a w finale została ostatecznie potwierdzona w rewelacyjnej scenie z Olivią w WTC. Miałam na tyle duże szczęście, że serial oglądałam od początku i wpadka polskiego dystrybutora przy stworzeniu tytułu „Fringe: Na granicy światów” mnie nie poruszyła, innym współczuję paskudnego spoilera.
A jak wyglądają światy w serialu? Okropnie ciekawie, już na wstępie mamy wspomniane wyżej WTC, Statua Wolności z tamtego świata jest zbudowana z brązu, kawa jest towarem tylko dla najbogatszych, a rozwój techniki jest znacznie bardziej zaawansowany od naszego. Wyłapywanie tych wszystkich różnic to wielka przyjemność, szczególnie gdy na pierwszym planie mamy fascynujące śledztwo. Ładnie proszę telewizję FOX o przedłużenie serialu na piaty sezon.

Druga Ziemia

Film niby należy do kategorii Sci-Fi, ale zdecydowanie więcej ma z dramatu. Na początku okazuje się, że do naszej planety zbliża się jej siostra-bliźniaczka, którą zamieszkują nasze bliźniacze odpowiedniki, z tą różnicą, że w swym życiu podjęły inne decyzje… I tyle właściwie wątku Sci-Fi w całym filmie. Na pierwszy plan wysuwa się bowiem historia Rhody – zdolnej dziewczyny, która nawiązuje romans z samotnym mężczyzną. Ten nie zdaje sobie sprawy, że Rhoda doprowadziła do śmierci jego żony i dziecka.
To fabuła, a jak wątek drugiego świata? Jak już wspomniałam, mizernie. Druga Ziemia to tylko dodatek do filmu. Trzeba przyznać, że dodatek ładny, bardzo podobał mi się motyw planety na błękitnym niebie. Dziwi jednak fakt, że w pierwszych minutach filmu siostra bliźniaczka naszej planety wygląda jak gwiazda, potem mija parę lat i planeta jest o wiele większa. Dlaczego więc naukowcy w filmie nie obawiali się, że planety w pewnym momencie się zderzą, tak jak to miało miejsce w „Melancholii”? Dlaczego wciąż zachwycają się tylko wizją drugiego świata? Jak dla mnie to duża wpadka twórców. A szkoda, bo pomysł był świetny i mógł zapewnić rewelacyjny film, gdyby tylko scenarzyści bardziej się przyłożyli. A tak było tylko średnio.

Błękitna planeta na błękitnym niebie – po seansie „Drugiej Ziemi” głównie ten obraz pozostanie w pamięci widza.

Doctor Who

W piątym epizodzie drugiego sezonu Doktor razem z Rose i Mickey’em trafił do alternatywnego świata, bardzo przypominającego ten z Fringe, pewnie dlatego, że działa na tych samych zasadach – zostały w nim podjęte inne decyzje, pewne zdarzenia nigdy nie miały miejsca. Właśnie w tym świecie zostają stworzeni Cybermani, co w przyszłości zaowocuje ich inwazją na nasz świat, a w ostateczności przeraźliwie smutnym rozstaniem Rose i Doktora.
Wątki alternatywnej rzeczywistości pojawiały się też w innych epizodach serialu. Przykładowo w "Father's Day" Rose ratuje swojego ojca, co prowadzi do wielu niezbyt przyjemnych zdarzeń. Natomiast w "Turn Left" Donna, podobnie jak wcześniej Rose, zmienia coś co się dokonało – zamiast w prawo, skręca w lewo. Ta, wydaje się, mała zmiana, ma wielkie znaczenie dla świata – Doktor umiera, a nasz świat spotykają ciągłe nieszczęścia. To jeden z lepszych epizodów serialu, słusznie nominowany do nagrody Hugo.


Supernatural


Szósty sezon serialu nie należał do rewelacyjnych, ale może pochwalić się jednym z lepszych i zabawniejszych epizodów w historii serialu - "The French Mistake". Główni bohaterowie trafiają do alternatywnej rzeczywistości, gdzie nazywają się Jared Padalecki i Jensen Ackles i grają główne role w serialu „Supernatural”. Bracia nie potrafią się odnaleźć w nowej roli i próbują zrobić wszystko, by powrócić do swojego świata. Ich poczynania śledzi cała ekipa tworząca serial, a Misha Collins, serialowy Castiel, opisuje ich dziwne zachowanie na Twitterze (co ciekawe, wszystkie zapiski stworzone w odcinku rzeczywiście można było przeczytać na Twitterze aktora). Ogólnie dużo zamieszania i śmiechu, brakuje mi takich odcinków w siódmym sezonie!

Cały odcinek zabawny, ale twettujący Misha i tak najwspanialszy!


Lost


W ostatnim sezonie zamiast flashbacków/flashforwardów dostaliśmy historie bohaterów z alternatywnej rzeczywistości. Początkowo widz sądzi, że jedyną zmianą jest fakt, że samolot linii Oceanic Airlines nigdy się nie rozbił. W kolejnych odcinkach odkrywamy, że wszystko potoczyło się inaczej – Jack ma syna, Sawyer został policjantem, Hurley nie ma pecha, Shannon nie zdecydowała się na powrót z Boonem, itp. W ostatnim odcinku serialu okazuje się, że alternatywna rzeczywistość to rodzaj czyśćca – żeby przejść dalej, trzeba tego chcieć. Muszę przyznać, że scena gdy Jack dowiaduje się od ojca, że nie żyje, była jedną z piękniejszych scen w całym serialu. A finał bardzo wzruszający, mnie zadowolił i z miejsca zapomniałam o gigantycznym korku i innych głupotach:).


Watchmen Strażnicy


Jeden z moich ulubionych filmów, jedna z lepszych adaptacji komiksowych, jeden z ciekawszych sposobów pokazania alternatywnej rzeczywistości. Ameryka wygrywa wojnę w Wietnamie po paru dniach, Richard Nixon zostaje wybrany na prezydenta Stanów Zjednoczonych po raz trzeci, a atomowy konflikt ze Związkiem Radzieckim może wybuchnąć w każdej chwili. Świat jest smutny, szary i okrutny, a superbohaterowie wcale nie są „super” – są zmęczeni i rozczarowani swoim życiem. A to wszystko okraszone wciągającą, inteligentna historią i cudownie napisanymi, niejednoznacznymi bohaterami. I tylko szkoda, że film jest tak bardzo niedoceniony! Liczę, że za parę lat podzieli los „Łowcy androidów” i zapisze się w historii kina.


Oto moje propozycje alternatywnego świata. Jakie wam przychodzą do głowy?


Gosiakowa      

„Towarzystwo wilków” czyli bajka dla dorosłych

rinoasin

Pierwszą notkę na blogu Neon chcę poświęcić wnikliwej analizie symboli w filmie Neila Jordana pt. „Towarzystwo wilków”. Nie jest to najnowsza pozycja, bo z 1984 roku, ale warto się z nią zapoznać, bo to niezwykły film, jak dotąd najciekawsza wariacja na temat baśni o Czerwonym Kapturku. Jako, że analiza bardzo szczegółowo opisuje film, radzę przed jej przeczytaniem zapoznać się z filmem, w innym przypadku będą duże spoilery.

W pierwszej scenie obserwujemy przyjazd do domu rodziców głównej bohaterki, Rosaleen, i ich rozmowę z jej starszą siostrą. Możemy dostrzec dominacje dwóch kolorów – bieli i czerwieni. Biały jest samochód małżeństwa, sukienka ich starszej córki i dom, w którym mieszkają. Czerwone są buty i pasek siostry, sofa w domu i dywany. Tutaj biel oznacza nieświadomość, a czerwień – namiętność i grzech.

Biało-czerwona jest także koszula, w której śpi główna bohaterka. Biały strój oznacza niewinność i dzieciństwo, a czerwone serduszka na białym materiale na pierwszy rzut oka mogą budzić skojarzenia z plamami krwi, w tym przypadku krwi menstruacyjnej, oznaki końca dzieciństwa i wejścia w dorosłość. Czerwone są także usta śpiącej dziewczyny – szminka nałożona na wargi jest atrybutem dorosłości i kobiecości, mocno kontrastuje z pokojem pełnym zabawek, symbolami dzieciństwa.

Te same zabawki, tylko zdecydowanie większe, pełnią kluczową rolę w pierwszej scenie snu Rosaleen, gdzie jej siostra (wciąż w białej, niewinnej sukni z czerwonymi, grzesznymi elementami) biegnie przez las. Wspomniane zabawki wyciągają w jej kierunku pluszowe ręce, można pomyśleć, że chcą pochwycić dziewczynę i wyrządzić jej krzywdę. Po chwili widz zaczyna rozumieć, że miś i lalka chcą uchronić ją przed głębszym wejściem w las, gdzie zostaje zaatakowana przez wilki. Scenę później widzimy Alice w trumnie. Ma na sobie białą sukienkę i wianek z białych lilii, podkreślających jej niewinność i dziewictwo, a połączenie tych dwóch elementów z martwym ciałem dziewczyny wskazuje na to, że przed śmiercią została zgwałcona i utraciła swoją godność. 

Po pogrzebie Rosaleen razem z babcią (kolejny, obok zabawek, symbol dzieciństwa, z tą różnicą, że próbuje uchronić swoją młodszą wnuczkę przed wejściem w świat dorosłości nie gestami lecz słowami – baśniami i radami) jedzie wozem do chatki staruszki przez gęsty las. Starsza kobieta głośno współczuje zmarłej wnuczce, której z pewnością nie spotkałby ten los, gdyby nie była sama. Na dźwięk tych słów Rosaleen zapytuje babcię: „Dlaczego nie mogła sama się uratować?” – to pytanie ma feministyczny wydźwięk i wyraźnie wskazuje na to, że młodsza z sióstr jest zdecydowanie silniejsza od starszej i w obliczu zagrożenia będzie w stanie się bronić.

Wieczorem babcia radzi wnuczce wystrzegać się wilków włochatych od wewnątrz. Widz może się domyślić, że babcia ma na myśli wilkołaka. Ale tutaj przesłanie jest głębsze – chodzi o ukryte w każdym człowieku instynkty seksualne, które czasami biorą górę. Babcia opowiada wnuczce historię panny młodej, której świeżo poślubiony mąż zostaje porwany przez wilki, gdy wychodzi z chatki za potrzebą. Jakiś czas później dziewczyna wychodzi ponownie za mąż i rodzi trójkę dzieci. Pewnej nocy ku jej zaskoczeniu, pierwszy maż powraca. Na widok dziatwy wpada w szał – atakuje kobietę, a potem zaczyna zrywać z siebie skórę i przeobrażać się w wilka. Scena ta portretuje męską agresję i zdolność do rękoczynów pobudzone przez zazdrość o kobietę.

W nocy Rosaleen wyrywa ze snu wycie wilków. Spogląda w kierunku okna, a na jej twarzy wyraźnie widać fascynację i zaciekawienie, czuje pokusę by iść do lasu. Gęsty las jest symbolem seksualności dziewczyny, która stopniowo będzie się zagłębiać w jego nieznane tereny, jednocześnie poznając swoją kobiecość. Jednak podczas tej sceny, bohaterka porzuca pokusę wyjścia na zewnątrz, gdy spogląda na śpiącą babcię, przypominającą jej dzieciństwo, które chce zachować.    

W filmie poza feministycznymi poglądami Rosaleen przedstawiono także seksistowskie spojrzenie na świat babci, która przebywając z wnuczką na cmentarzu po raz kolejny ostrzega przed mężczyznami oraz duchownymi. Jej rady słyszy ksiądz podcinający gałęzie rosnącego obok drzewka. Jedna z nich spada na głowę babci. Ten z pozoru żartobliwy element wyraźnie pokazuje podobne poglądy duchownego, tyle że wobec kobiet. W tej scenie można dopatrzeć się symbolu walki płci.

Podczas sceny na cmentarzu babcia snuje kolejną opowieść – podczas wędrówki przez las młody chłopak natyka się na biały samochód marki Rolls-Royce (na samym początku filmu w pokoju bohaterki możemy dostrzec ten sam samochód wśród zabawek dziewczyny, co wyraźnie wskazuje wpływ rzeczywistości na sen dziewczyny), za kierownicą którego zasiada dziewczyna o twarzy Rosaleen. Ma długie, blond włosy, jasny makijaż i nosi na sobie biały strój szofera. W tej scenie dziewczyna-szofer oznacza niewinność chłopaka, która wkrótce zostanie utracona – uniform ma tutaj wyraźnie erotyczny wyraz, ocierający się o fetysz. Na tylnym siedzeniu zasiada mężczyzna, który wręcza chłopakowi zieloną buteleczkę. Scena ta przypomina biblijne sięgniecie Ewy po zakazany owoc – tutaj zastąpiony dziwnym płynem, będącym oznaką współżycia – po wtarciu olejku w klatkę piersiową młodzieńca, zaczynają ją porastać włosy, symbol męskości, wejścia chłopaka w dorosłość. Zszokowany tym widokiem chłopak zaczyna krzyczeć, a jego przerażona twarz ukazuje się w lustrze znajdującym się pokoju śpiącej Rosaleen. To rodzaj wiadomości – ona wkrótce podzieli jego los i wejdzie w nowe, dorosłe życie.

Rosaleen jest adorowana przez kolegę z wioski. Wyraźnie widać, że jego zainteresowanie schlebia jej i zgadza się na spacer do lasu, podczas którego chłopak całuje ją. Dziewczyna nie jest gotowa na więcej, wiec ucieka przed nim w głąb lasu i wspina się na jedno z drzew, mające symbol falliczny. Na jego szczycie Rosaleen odnajduje gniazdo, a  w nim odkrywa ptasie jaja, szminkę i lusterko. Lustro i szminka to symbole kobiecości. Po wymalowaniu przez dziewczynę ust, jaja pękają i wypadają z nich figurki w kształcie dzieci. To symbol macierzyństwa, dopełnienia seksualności dziewczyny.

Kolejną opowieść w filmie Rosaleen snuje swojej matce – to historia biednej dziewczyny, która nawiązuje romans z mężczyzną z bogatego domu. Gdy dziewka zachodzi w ciążę, bogacz zostawia ją i żeni się z inną, o podobnej pozycji finansowej. Spragniona zemsty wieśniaczka przychodzi na ich wesele i rzuca klątwę na młodą parę i ich gości – wszyscy zostali przemienieni w wilki. Scena ta oznacza chęć zemsty kobiet wykorzystanych przez mężczyzn. Ważnym elementem w tej historii jest też fakt, że tylko bogacze zostają przemienieni w zwierzęta – służba pozostaje w ludzkiej postaci. Dzieje się tak dlatego, że lokaje i muzycy mają w sobie więcej ludzkich uczuć i odruchów niż rozpieszczeni goście, którzy wewnętrznie bardziej przypominają zwierzę niż człowieka. Bogacze za swoje grzechy pokutowali śpiewając nocami wieśniaczce i jej dziecku.

Podczas wędrówki do babci Rosaleen napotyka w lesie eleganckiego mężczyznę, który od początku budzi w dziewczynie fascynację. Ich rozmowa ociera się o flirt. Nieznajomy proponuje jej zakład o pocałunek – kto pierwszy dotrze do domku babci, ten zwycięży. Naiwna dziewczyna ulega urokowi nieznajomego i zgadza się. Nie wie, że w ten sposób sprowadza zgubę na ukochaną babcię – mężczyzna trafia do chatki pierwszy i atakuję staruszkę – jej głowa odrywa się od reszty ciała, uderza o ścianę i roztrzaskuje się na porcelanowe części. Roztrzaskanie ciała babci oznacza tutaj nieodwracalne odejście od dzieciństwa.

Podczas drogi do babcinej chatki księżyc nad głową Rosaleen nabiera szkarłatnych barw, chwilę później dziewczyna dostrzega plamę krwi na śniegu. To oznaki pierwszej inicjacji seksualnej dziewczyny. Po dotarciu na miejsce, dziewczyna depcze okulary babci, a w kominku dostrzega jej włosy. To wszystko pozostało po przestrogach staruszki, nadszedł czas, by dziewczyna sama decydowała o swoich poczynaniach. Całuje mężczyznę w ramach wygranego zakładu, by po chwili go odepchnąć do siebie i postrzelić, widzimy na jej twarzy strach przed możliwością zbliżenia z nieznajomym. Ten wpada w szał i ukazuje swoje prawdziwe oblicze – zamienia się w wilka. To porusza Rosaleen. Siada obok zwierzęcia i opowiada mu historię młodej wilczycy, która opuszcza podziemny świat i udaje się do wioski znajdującej się nad nim. Ludzie na jej widok sięgają po broń, wilczyca zostaje ranna. Pod postacią młodej dziewczyny znajduje schronienie u księdza. Jego dobroć porusza wilczycę, zaczyna płakać i decyduje się powrócić do podziemnego świata. Ta opowieść symbolizuje niemożność powrotu do dzieciństwa po pierwszej inicjacji seksualnej (podczas opowieści w jednej ze scen widzimy białą różę, która zabarwia się na kolor czerwony, traci swoja niewinność). Tą historią dziewczyna zdobywa zaufanie wilka.

Chwilę później pod babciną chatkę przybywają uzbrojeni wieśniacy z rodzicami Rosaleen na czele. Dostrzegają wilka uciekającego przez okno. Matka wchodzi do chatki i dostrzega wilczycę – to Rosaleen, która weszła w świat dorosłych i nie jest już niewinną dziewczynką. Matka akceptuje ten stan rzeczy. Natomiast ojciec nie jest w stanie tego zrobić i chce zastrzelić córkę, ale żona powstrzymuje go przed tym.

Podczas końcowej sceny do domu bohaterki wdzierają się wilki. Przebudzona Rosaleen zaczyna krzyczeć, przerażona wizją utraconego dzieciństwa, które podkreślają upadające na ziemię zabawki.

Przyznaję, że kilka elementów filmu mi umknęło (przykładowo – pająki spadające na książkę do nabożeństwa podczas mszy), ich interpretację zostaję wam :).

Za przeczytanie dziękuje
Gosiakowa

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci