Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

My Funko POP! vol. 22

rinoasin

W związku ze zbliżającą się premierą Wonder Woman tylko jedna postać mogła być bohaterką dzisiejszej notki. Oto (miejmy nadzieję) zbawczyni DCEU – Diana Prince!

24a

Czy BvS mogło by się obejść bez obecności Wonder Woman w fabule? Oczywiście! Tyle, że wtedy straciłoby największą ze swoich nielicznych zalet i byłoby jeszcze gorszym filmem niż jest. Na szczęście, Diana w filmie była i choć sceny z jej udziałem można policzyć na palcach u jednej dłoni* to za każdy razem gdy się pojawiała, seans stawał się dla mnie nieco strawniejszy. Początkowo jednak nie zamierzałam włączyć jej POPa do swojej kolekcji ale zmieniłam zdanie, gdy na OtherTees figurka została objęta promocją. A ja zdecydowanie nie mogę się oprzeć promocjom, wojowniczym księżniczkom i figurkom portretującym kobiece bohaterki. I w taki oto sposób Diana trafiła do zbioru moich figurek i… no, jest w porządku.

Tak, to kolejna notka z cyklu: autorka się czepia jak szalona. Przykro mi.

140232

Doskonale pamiętam jak zawrzało w sieci po tym, gdy ogłoszono, że Gal Gadot będzie nową Wonder Women. Ludzi oburzało, że aktorka była za szczupła i za drobna do tej roli, tradycyjnie oceniając ją bez zobaczenia w akcji. Tymczasem Gadot sprawdziła się doskonale. Może faktycznie nie mogła się pochwalić jakąś oszałamiającą masą mięśniową ale jej Wonderka podczas walki nie korzystała z siły, tyle co z szybkości, zwinności i sprytu. I to mnie w pełni kupiło. Nie rozumiem więc dlaczego ludzie z Funko zdecydowali, że POP Diany będzie taki… no, duży. Jeśli ktoś się zastanawia o co mi chodzi, już śpieszę z wyjaśnieniem – POPy początkowo miały zawsze taki sam, masywny kształt ciała, niezależnie od płci sportretowanej postaci. Z czasem jednak kobiece bohaterki zaczęły dostawać mniejsze sylwetki od mężczyzn co w moim odczuciu miało sens. I taka właśnie sylwetka doskonale sprawdziłaby się w przypadku Diany ale ktoś z Funko uznał, że większe ciało w tym przypadku wypadnie lepiej. Był w błędzie. Może nie wygląda to jakoś przeraźliwie źle, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że z drobną posturą POP Wonder Woman wyglądałby o wiele lepiej. I tyle w kwestii kształtu, czas na pozostałe elementy.

326424

Niestety, w przypadku mojej Diany dano ciała jeśli chodzi o nałożenie farby na jej oczy, a raczej oko. Lewe bowiem prezentuje się dobrze, prawe tymczasem może nie wychodzi poza brzeg tak jak to było w przypadku Lokiego, ale grzeszy pod innym względem – jest zamazane, co drażni mnie niesamowicie. Mogę wybaczyć wiele wpadek jeśli chodzi o nałożenie farby, ale jeśli oczy są skiepszczone, jestem naprawdę zła. Niestety, na tym wpadki się nie kończą. Pomiędzy włosami a głową figurki jest fragment, na który powinna zostać nałożona ciemna farba. Tego jednak nie zrobiono, przez co Diana wygląda tak jakby miała jakąś dziwną narośl na twarzy, grr.

521

Przejdźmy do reszty ciała i kostiumu bohaterki. W BvS gorset Wonderki był bordowy, nawet brązowy. Nie będę zgadywać czy to wina tych niebieskich filtrów jakie zostały na film nałożone czy też może taka była decyzja twórców. Faktem jest, że kostium Diany wyglądał jak wyglądał i nie mam pojęcia czemu Funko zdecydowało się go przedstawić po swojemu, zastępując bordo czerwienią. Dzięki temu może bliżej do komiksowego odpowiednika, ale nie w ogóle nie zgadza się z filmowym wyglądem Diany. Ale zostawmy kwestię koloru i skupmy się na samym nałożeniu farby, a to pozostawia wiele do życzenia. Złota farba wykracza poza linię zarówno na górze gorsetu jak i na dole spódnicy. Całość wygląda po prostu niechlujnie i choć rzeźbienia zbroi są bardzo ładne, to ciężko mi się nimi zachwycać patrząc na to, jak została wymalowana. Gdy patrzę na Wonderkę, pierwszym słowem jakie przychodzi mi do głowy to „bałagan”. Bałagan powstały z połączenia masy detali z brzydkim wymalowaniem ich.

Podsumowując, POP filmowej Wonder Woman jest zaledwie w porządku. Ludzie z Funko podjęli parę dziwnych decyzji, które są dla mnie niezrozumiałe, a samo nałożenie kolorów pozostawia wiele do życzenia. Miejmy nadzieję, że kolejne POPowe wcielenia bohaterki wypadną o niebo lepiej.


*a może u dwóch, nie jestem masochistką i nie będę katować się BvS by to sprawdzić.

Stuck Together

rinoasin

Lars, do kroćset!!!

614

Długo walczyłam sama z sobą, z jednej strony chciałam obejrzeć premierę piątego sezonu ale jednocześnie miałam świadomość, że gdy to zrobię, na kolejne odsłony będę musiała czekać i to już takie fajne nie będzie. W końcu jednak moja ciekawość zwyciężyła i zdecydowałam się zapoznać z Stuck Together. I choć faktycznie teraz muszę czekać w cierpieniu na kolejne odcinki to nie żałuję, bo to był bardzo dobry odcinek będący wyraźną ciszą przed nadchodzącą burzą.

Ostatnimi czasy byłam dość oschła wobec Larsa i niestety po tym epizodzie nie zmieniłam do niego podejścia, wręcz przeciwnie – wściekłam się na niego jeszcze bardziej. No ale jak tu się nie wściekać na chłopaka, gdy ten robi autentycznie wszystko by zirytować widza – jest tchórzliwy, pasywny i użala się nad sobą. Gdy pojawiła się opcja wysłania go z powrotem na Ziemię autentycznie się ucieszyłam, że wreszcie się tej męczybuły pozbędziemy i całość skupi się tylko na Stevenie. Niestety, twórcy mają wyraźny plan wobec Larsa i pewnie w najbliższych odcinkach pozwolą mu naprawić swoje błędy. Jej, wcale mnie to nie cieszy. A, chłopak jednak stchórzył i sam z siebie zrezygnował ze spotkania z fajnymi dzieciakami, dopiero potem został porwany. Odbieram więc honor, który zwróciłam w poprzedniej notce!

Ale co tam Lars, to Topaz skradła show! Dotychczasowo fuzja wydawała się nic nie wprowadzać do serialu i, co więcej, wydawała się nie mieć nawet charakteru. Tymczasem, niespodzianka! – ona potrafi mówić, ma śliczny głos i ogromne serce. Scena, gdy po raz pierwszy przemówiła była przezabawna i jednocześnie dawała nadzieję, że może bohaterom uda się uniknąć konfrontacji z Diamentami. Jednocześnie tego chciałam i nie chciałam. Bo przecież wszyscy na to czekamy od dawna, ale jednocześnie po tym zdarzeniu nic już raczej nie będzie takie same. Na szczęście, nie ja musiałam decydować o tym jak historia dalej się potoczy, a Aquamarine. I rany, ona jest tak paskudnie wredna, że ma szansę zostać Joffreyem Stevena Universe. Bo o ile w Diamentach można doszukać się jakiś pozytywnych atrybutów, to ten knypek składa się z samych negatywnych cech i sprawia, że za każdym razem gdy ją widzę, mam ochotę zdzielić po głowie za jej paskudny charakterek. Swoją drogą, to szkoda, że gdy zaczęła grozić Topazom Steven nie spróbował jej przekrzyczeć – może gdyby fuzja usłyszała o Garnet, zawróciłaby i dołączyła do paczki, chciałabym to zobaczyć.

Niestety, ten odcinek nie miał happy endu, Steven i Lars zostali rozdzieleni, jeden trafi do zoo, drugi przed oblicze Diamentów. Jak to wszystko się zakończy, możemy tylko zgadywać i cierpliwie czekać na kolejną porcję Stevena Universe. Stuck Together oceniam na mocną 8-kę i zaczynam skreślanie dni w kalendarzu, bo będzie się działo!

I Am My Mom

rinoasin

Oglądanie tego odcinka przypominało mi przejażdżkę rollercoasterem – dostarczało niesamowitych wrażeń i skończyło się zdecydowanie za szybko.

tr

Zacznijmy od najważniejszego – niespodziewanie, moja pierwsza myśl dotycząca Grega jako taty poszukiwanego przez Aquamarine była słuszna. Jednak nigdy, ale to nigdy, nie zgadłabym powodu, dla którego akurat taka a nie inna grupa została uprowadzona, no chyba żebym robiła sobie powtórkę z Marble Madness. Wielkie brawa dla scenarzystów tego odcinka za doskonałą zabawę z widzem w trakcie odkrywania odpowiedzi na tę zagadkę – początkowo Aquamarine zdradziła, że informacje do uprowadzenia danych osób pochodziły od Stevena i tu pierwsze WTF odcinka – jak to od Stevena? Naszego Stevena? A może jakiegoś alternatywnego, złego Stevena? O co tutaj chodzi? Masa pytań i zaraz doszły nowe gdy usłyszeliśmy o raporcie Peridot. Przez chwilę autentycznie naprawdę wystraszyłam się, że moja ulubienica okaże się zdrajczynią ale wtedy dostaliśmy flashback z Marble Madness i wszystko stało się jasne. Chylę czoła przed Rebbecą Sugar i resztą ekipy za tak proste a jednocześnie tak genialne rozwiązanie tej zagadki. Brawo!

Brawa także za Aquamarine, bo to tak wredna postać, że aż chce się ją nienawidzić. Podoba mi się szczególnie połączenie drobnej posturki i słodkiego głosiku z paskudnym charakterem, to daje naprawdę doskonały efekt. Co do Topaz to wciąż milczała i chyba jej jedyną rolą w tej historii będzie bycie karkiem na posyłki. Mam jednak nadzieję, że na tym się nie skończy, nowe gemy nie pojawiają się w serialu za często i zmarnowanie potencjału jednego z nich byłoby w moim odczuciu wielką stratą.

Skoro już tak chwalę, to muszę też zachwycić się nad perfekcyjnym budowaniem napięcia w odcinku – autentycznie sama nie wiedziałam jak to wszystko się potoczy. Z jednej strony nadal nie wierzyłam w happy end dla tego wszystkiego ale z drugiej byłby on niesamowicie satysfakcjonujący ze względu na Aquamarine, której porażkę oglądałoby mi się doskonale. Niestety, mała złośnica zatriumfowała, zabierając Stevena do Diamentów i aż mnie skręca z ciekawości jako to wszystko się potoczy. Agh, chyba nie wytrzymam i obejrzę pierwszy odcinek piątego sezonu, który wyciekł do sieci!

Na koniec parę tyci-tyci minusów. Po pierwsze – powrót emo - Stevena. Ja rozumiem, że miał prawo się obwiniać, ale musiał to robić akurat w trakcie walki? Takie rzeczy robi się po pojedynku o życie przyjaciół a nie w trakcie! Po drugie – LARS! Wczoraj zwracałam mu honor, dziś macham na to ręką, bo to tak głupi dzieciak, że na zwrot honoru nie zasługuje. Znając życie pewnie pomoże Stevenowi w ucieczce i odkupi swoje winy (obstawiam, że ich połączenie senne zostanie w jakiś sposób wykorzystanie), ale wątpię, by to przekonało mnie do chłopaka. Rany Lars, jak można być tak wielkim idiotą? No jak?

Na szczęście, to jedyne zarzuty jakie mam wobec tego odcinka. Reszta była doskonała – wciągała i emocjonowała od początku do końca. Takie finały sezonów to ja lubię! Zasłużona 10-ka!

Are You My Dad?

rinoasin

Hym, wygląda na to, że wczoraj niesłusznie skrytykowałam Larsa gdyż najwyraźniej nie przyszedł na imprezę fajnych dzieciaków bo został porwany… Ok, zwracam honor ale to nie zmienia faktu, że wciąż go nie lubię. I tyle na temat chłopaka, przejdźmy do odcinka bo jest o czymś pisać!

781

 

Odpukanie w niemalowane przyniosło efekty i oto poznaliśmy dwa nowe gemy, ale zanim do nich przejdę parę innych uwag i spostrzeżeń. Pamiętacie Future Boy Zoltron? Ten odcinek, który potencjalnie był fillerem? Cóż, może i nim był ale jednocześnie to właśnie w nim wypatrzyłam plakat z napisem „MISSING”. Recenzując odcinek zastanawiałam się czy przypadkiem nie szukam na siłę ukrytych znaczeń i z radością stwierdzam, że to nie była moja wybujała wyobraźnia a kolejny mistrzowski popis stevenowego foreshadowingu. I jak tutaj serialu nie kochać?

A skoro o zaginionych mowa, to zastanawia mnie klucz, według którego zostali porwani. Bo to zdecydowanie nie było dzieło przypadku, Aquamarine i Topaz skądś znały imiona swoich ofiar i nie mam pomysłu skąd je wytrzasnęły. Najlogiczniej będzie obstawić, że Navy powróciła do Homeworld, gdzie złożyła raport ze swojej misji. Tylko, że gdyby tak faktycznie się nie stało, ani Yellow ani Blue Diamond nie zaprzątałyby sobie głowy ludźmi tylko poleciłby sprowadzić do siebie Stevena oraz zbuntowane gemy. No i gdyby to faktycznie była Navy to skąd by znała imię Connie? Aaa, mam mętlik w głowie, tylu pytań nie miałam od czasu ostatniego odcinka Attack on Titan!

I o co właściwie chodzi z tym tatą? Moja pierwsza myśl to oczywiście Greg, ale to dlatego, że to naczelny tata w serialu. Potem moje myśli popędziły ku Dougowi, może epizod skupiający się na jego postaci nie był przypadkowy? W końcu duet porywaczy widział go razem z Connie i Stevenem w lunaparku i zdecydował się na porwanie go gdyż… no, nie mam koncepcji. Odsuwając od siebie zgadywanie to muszę przyznać, że odcinek aż zachęcał do snucia teorii i gdybania. Co jeśli Steven nie jest jedyną hybrydą człowieka i gema? A może na świecie żyje gem, który został wychowany przez człowieka i przez to czuje się bardziej ludzko niż pozaziemsko? Co śmieszne, scenarzyści wyraźnie zdawali sobie sprawę, że widzowie będą mieć podobne myśli i pozwolili Stevenowi oraz Connie wypowiedzieć je na głos tym samym skreślając je z możliwych rozwiązań sytuacji.

Niesamowicie spodobał mi się wygląd Aquamarine. Z tymi wielkimi oczkami, drobną posturą i maleńkimi skrzydełkami wyglądała tak uroczo i niewinnie, że z miejsca wzięłam ją za postać pozytywną. Jak widać Room for Ruby niczego mnie nie nauczyło i po raz kolejny dostałam swoją naiwnością po nosie, bo mała okazała się bardzo ale to bardzo złośliwą francą. Co do Topaz to ciężko mi coś więcej o niej napisać poza tym, że to chyba pierwszy gem wyglądający męsko. I na tę chwilę sama nie wiem co na ten temat myśleć. Bo z jednej strony czemu nie, z drugiej natomiast jakoś mi się to gryzie z dotychczasową wizją mieszkańców Homeworldu. Powstrzymam się jednak z ostateczną opinią na jej temat i poczekam na więcej scen z udziałem Topazu / Topazów.

To był niesamowicie angażujący odcinek, który z każdą sceną był coraz lepszy i lepszy. Jestem niesamowicie ciekawa jak cała sytuacja zostanie rozwiązana i mam obawy, że tym razem happy endu nie będzie, bohaterom się upiekło za wiele razy. Ode mnie 9-ka, jutro recenzja oby równie udanego finału czwartego sezonu.

The good Lars

rinoasin

Jednym zdaniem - mam dosyć Larsa.

12001

Wiem, że w zamierzeniu ma być łobuzem o sercu ze złota, ale w serialu za dużo było go w tej pierwszej odsłonie bym mogła się przekonać do tej drugiej. Dlatego cały ten dramat o jego obawie odrzucenia przez fajne dzieciaki spłynął na mnie jak po kaczce. Gdyby ten wątek dotyczył nieśmiałego dzieciaka z trudnościami w kontaktach międzyludzkich to może bym się przejęła, ale tutaj nie byłam w stanie. Nawet w sumie ciekawy pomysł na ukazanie kucharskich zapędów chłopaka nie był w stanie mnie w pełni zaangażować w oglądanie, niestety. Inną kwestia była relacja chłopaka z Sadie. Jak już o tym pisałam w recenzji New Lars, uważam ich związek (?) za toksyczny i za każdym razem gdy widzę tę dwójkę razem, zastanawiam się dlaczego dziewczyna wciąż chce z nim rozmawiać, ugh. Może po tym jak ją wystawił do wiatru w tym odcinku dziewczyna wreszcie da sobie spokój, bo ile można?

W ogóle to nie Lars ale Sadie powinna dostać odcinek, w którym podnosi swoją samoocenę, bo ta w moim odczuciu praktycznie sięga dna. Bo nie dość, że wciąż męczy się z Larsem, który niby coś tam do niej czuje, ale jednocześnie boi się to pokazać światu, to dodatkowo pozwala by inni traktowali ją… no, niegrzecznie. Mowa tu oczywiście o fajnych dzieciakach, które zazwyczaj naprawdę są fajne i sympatyczne ale zdarzają się im chwilę, które rażą po oczach swoją arogancją. Bo serio, gdybym była na miejscu Sadie i ktoś wciąż nazywałby mnie „dziewczyną od pączków” zamiast grzecznie zapytać o imię to albo poprosiłabym, żeby przestał to robić albo by w ogóle przestał się do mnie odzywać. Strasznie nie podobało mi się to, że ta kwestia została tutaj całkowicie przemilczana. Ja jestem dorosła i już swoje już wiem, ale odbiorcami Stevena Universe są też młodsze dzieci, które często wyłapują zachowania bohaterów ulubionych animacji i w tym przypadku mogą uznać, że traktowanie innych z góry jest akceptowalne. A to bardzo zła lekcja.

Warto napomknąć, że pod koniec pojawiły się dwa znajome już cienie i znowu na tym się skończyło. Mam nadzieję, że w kolejnym odcinku dowiemy się wreszcie czegoś na ich temat, choć w sumie wcale bym się nie zdziwiła, gdyby gemy pokazały w pełnej krasie się w finałowej scenie ostatniego odcinka bomby i na odkrycie ich zamiarów musielibyśmy czekać kolejną długaśną przerwę… Oby jednak tak się nie stało, odpukać w niemalowane!

Pomimo moich zarzutów, The good Lars oglądało mi się dobrze. Wbrew ich głupiego zachowania wciąż bardzo lubię fajne dzieciaki, także Sadie zawsze mile się ogląda. I tylko Lars drażnił na potęgę, choć na szczęście daleko mu do poziomu irytacji jaką wzbudza we mnie Ronaldo, uff. Ode mnie 7-ka.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci