Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Lion 4: Alternate Ending

rinoasin

Nowa, szósta już, Stevenowa bomba uderzyła! Czekałam na nią cierpliwie i z wytęsknieniem, nie oglądałam żadnych zapowiedzi i nie czytałam żadnych spoilerow, bo co to za przyjemność psuć sobie radość z oglądania króciutkiego odcinka? I choć czasami kusiło, to nie ugięłam się i dziś z dumą podzielę się z Wami świeżymi wrażeniami kolejnego lwiego epizodu.

1200

Na Alternate Ending czekaliśmy długo. Jego premiera została przesunięta chyba z dwa razy co było niesamowicie frustrujące zważywszy na tytuł odcinka, który nawiązywał do jednej z bardziej wzruszających odsłon serialu. Czy i tym razem będziemy płakać? A może dowiemy się wreszcie czegoś więcej na temat lwa i jego związku z Rose? A może... Ech, pytań było wiele, a co z odpowiedziami? Cóż, dostaliśmy jedną i to taką, o którą nikt raczej nie pytał. Ale od początku.

Odcinek zaczął się od pamiętnej kasety VHS z wiadomością Rose dla Stevena i niestety szybko skręcił z rejonów nostalgicznych w angstowe klimaty z cyklu: Jestem moja mamą - kłamczuchą! i te sprawy. I jak dotychczasowo cieszyło mnie, że Rebecca Sugar nie pozostawiała Stevena obojętnym wobec wszystkich zmian nieustannie zachodzących w jego życiu, to ten odcinek sprawił, że pierwszy raz naprawdę chciałam, by podszedł do sprawy w olewczy sposób. Sama nie wiem co o tym przesądziło ale jako głównego winowajcę obstawiam zachowanie Stevena, które przywodziło mi na myśl skrzyżowanie użalającego się nad sobą emo nastolatka z nieznośnym dzieciakiem. Przez to autentycznie trudno było mi z nim sympatyzować skoro za każdym razem kiedy otworzył usta chciałam by z miejsca je zamknął. Jeśli wam to nie przeszkadza to macie szczęście, mogliście spokojnie cieszyć się odcinkiem, ja niestety męczyłam się w trakcie seansu.

Co do niespodziewanej rewelacji to dowiedzieliśmy się jaki tytuł ma Steven Universe w alternatywnej rzeczywistości gdzie bohaterem jest dziewczynka. I nie wiem, może to kwestia przyzwyczajenia ale Nora Universe nie brzmi już tak dobrze, fani z alternatywnej rzeczywistości mają pecha! (Odznacza głupi żart z listy z dumą i nieukrywaną satysfakcją.) No dobra, muszę się przyznać, że gdy Steven odnalazł kasetę VHS z enigmatycznym podpisem "Nora" z miejsca pomyślałam o ukrytej siostrze. Na szczęście, praktycznie z miejsca uświadomiłam sobie, że to najbzdurniejszy pomysł pod słońcem i takie posunięcie byłoby dla serialu przeskoczeniem rekina. Tego na szczęście nie przeskoczono, a Nora okazała się imieniem, które Rose i Greg chcieli nadać swojej potencjalnej córeczce. To w sumie był uroczy pomysł, ale i z niego nie potrafiłam się w pełni cieszyć. Może się niesłusznie czepiam, ale raziło mnie, że Rose użyła tego samego przemówienia dla córki jak i dla syna. To posunięcie sprawiło, że ten chwytający za serce monolog z Lion 3 stracił na sile, bo okazał się tekstem wyuczonym a nie wypowiedzianym spontanicznie. W przypadku przemówienia dla Nory dostaliśmy co prawda parę dodatkowych zdań ale niesmak pozostał.

Zdaje sobie sprawę, że powyższe zarzuty mogą razić tylko mnie, inny fan pewnie nie zwróci na nie uwagi. Na swoje nieszczęście muszę być czepliwa i przez to nie byłam w stanie w pełni cieszyć się z odcinka. Ode mnie 6-ka. Mniej angstowania że strony Stevena i wszystko będzie lepsze.

Ps. Zmieniając temat ale wciąż pozostając w okolicach animacji - najnowszy odcinek Attack on Titan zmiótł system i autentycznie się cieszę, że w trakcie przerwy pomiędzy sezonami nie nadrobiłam mangi dzięki czemu mogłam w pełni cieszyć się mózgiem rozjebanym. Teraz tylko dotrwać do soboty!

Elements >

< Doug Out

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci