Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Serialowe podsumowania 2013/2014 vol.2

rinoasin

Czas na drugą odsłonę serialowych podsumowań! I przypominam – posypią się spoilery!

Po gorszym czwartym sezonie Community powróciło z kolejną świetną serią i Danem Harmonem na pokładzie, który wskrzesił wysoki poziom, do jakiego przyzwyczaił Nas ten wspaniały serial, a którego próżno było szukać w czwartej odsłonie. Każdy odcinek wręcz kipiał od żartów i pomysłów i nawet brak dwójki głównych bohaterów czy też powtarzanie starych motywów (bottle episode czy też sesja RPG) wypadało tutaj niezwykle świeżo. Oczywiście, jak to w Community, mieliśmy cudowne popkulturowe nawiązania – a to odcinek w Fincherowej stylistyce, a to cudowna parodia bajek z lat 80-tych, a to znowu istna dystopia. Jakby tego było mało, dostaliśmy story arc łączące odcinki, bo Greendale było zagrożone i potrzebowało pomocy Naszej wspaniałej paczki. I udało im się to. Nie udało się natomiast utrzymać Community przy życiu, bo oto jakże wspaniała stacja NBC zdecydowała się skasować ten cudowny serial pomimo jego stałej (chociaż niskiej) widowi. Cóż mogę więcej napisać – wciąż nie mogę się z tym faktem pogodzić. Jedyne co mnie pociesza, to fakt, że serial zakończył się naprawdę świetnym sezonem, który nieustannie dostarczał mi kolejnych powodów do śmiechu. Ode mnie zasłużona 9-ka. Żegnaj, Greendale! 

Hym, może to się robi nudne, ale co tam – David Tennat ma wiadomość dla ludzi z NBC odpowiedzialnych za anulację serialu...

W porządku, wyżyłam się, lecimy dalej!   

Bardzo nierówny poziom w czwartym sezonie zanotowało The Walking Dead. Pierwsza połowa miała dobry start, ale potem była na siłę przeciągniętą ciszą przed burzą czyli atakiem Gubernatora na więzienie. Po drodze niby mieliśmy epidemię, walący się płot i jakieś tam inne okropieństwa, ale całość nie wciągała mnie tak mocno jak powinna, nawet wyczekiwany przeze mnie powrót Gubcia tego nie zmienił. Ba, odcinek poświęcony tylko jemu uważam za jeden z gorszych. Ja wiem, tygrys nie zmienia swoich pasków, ale czy musieliśmy stracić tak dużo czasu by się tego dowiedzieć? Na szczęście, potem było już tylko lepiej – grupa się rozbiła, zmieniło się otoczenie i powróciły wyczekiwane emocje. Tutaj grzechem będzie nie wspomnieć o fenomenalnym epizodzie The Grove – widzicie scenarzyści? Jak śmiało czerpiecie z komiksowego pierwowzoru, tworzycie właśnie takie perły! Tak trzymać! Choć niekanoniczna akcja w Terminusie też nie była zła, to miejsce było cholernie niepokojące już w pierwszym ujęciu i zostało takie do końca. Sezon zakończyliśmy cliffhangerem i teraz pytanie: co dalej? Cóż, miejmy nadzieję, że armia Ricka skopie tyłki kanibalom i ucieknie w siną dal, powodzenia! A czwarty sezon oceniam na 7-kę.     

Początek szóstego sezonu Mentalisty zwiastował zmiany, bo oto scenarzyści WRESZCIE zdecydowali się wziąć za wątek Czerwonego Jaśka i robi to w naprawdę udany sposób. Napięcie rosło, grono podejrzanych stopniowo malało, aż w końcu doczekaliśmy się wielkiego spotkania Patricka ze swoim nemezis, które okazało się równie wielkim niewypałem z gołębiem wyskakującym zza pazuchy jako dodatkiem. Oj, wściekł mnie ten odcinek i to bardzo! Złość minęła mi jednak szybko, bo okazało się, że śmierć Jaśka przyniosła odświeżający restart serii. Twórcy zaczęli eksperymentować, konstrukcja odcinka często odbiegała od schematu, a śledztwa często bywały rozciągnięte do dwóch lub trzech odcinków. I nawet jeśli zagadki do lotnych nie należały (Mentalista nigdy w tym nie przodował, tak btw), to oglądało się je niezwykle miło. Dodatkowo pomiędzy Patrickiem a Teresą zaczęło iskrzyć bardziej niż zazwyczaj i choć dotychczas nigdy tej parze nie kibicowałam, to nagle zaczęłam. I nawet ta kiczowata scena w samolocie żywcem wyjęta z taniego rom-comu mi nie przeszkadzała, wręcz przeciwnie – uśmiechałam się na niej jak głupia. I w sumie szkoda, że w tym momencie nie zakończyła się opowieść o Patricku, bo byłby to finał idealny. Liczę jednak, że scenarzyści wiedzą co robią i w przyszłym roku dostarczą Nam ciekawą historię i równie ciekawe śledztwa. A sezon oceniam na 7-kę.

Nie  wiem, jak przebiega tworzenie scenariuszy do Revenge, ale podejrzewam, że scenarzyści tego serialu dzielą się na dwa obozy, które kochają robić sobie na złość. Jeden obóz coś do serialu wprowadzi, drugi obóz z miejsca to psuje w kolejnym odcinku. I tak w koło Macieju, a widz cierpi i to bardzo. A najgorsze jest to, że pomimo całej tej otoczki rodem z opery mydlanej, pierwszą połowę sezonu oglądało mi się zadziwiająco dobrze. No, może nie oczekiwałam kolejnych epizodów z wytęsknieniem, ale nie cierpiałam podczas seansów tak jak w poprzednim sezonie. Niestety, wyglądało na to, że twórcy mieli plan tylko do odcinka z weselem, a potem zaczęli kombinować i wrócił znajomy bałagan fabularny. W finale wszystko się wyklarowało w miarę i bez problemu mógłby być odcinkiem kończącym serial, ale ABC ma bidę w ramówce, więc zdecydowało się na przedłużenie. Co więc będzie się działo dalej? Papa Emily żyje (i nie jest taki święty jak jego córa myślała, moje ciche życzenie się spełniło!), Victoria choć wylądowała w wariatkowie jeszcze nie powiedziała ostatniego słowa, no i jeszcze jest Daniel. Będzie ostateczna wojna Emily-Graysonowie, a może sprzymierzą się przeciw Davidowi? Ta druga opcja wydaje mi się mało prawdopodobna, ale nie takie bzdury się w Revenge działy. Trzeci sezon oceniam na 4-kę i mocno trzymam kciuki za rychły finał.

W zeszłym roku Bates Motel było dla mnie zaskakującym powiewem świeżości, emocjonującym, inteligentnym i wyraźnie przemyślanym. Niestety, przygody Normy i jej synów początkowo były planowane na jeden sezon i to wyraźnie widać było w drugiej odsłonie serialu. Scenarzyści autentycznie nie mieli pojęcia o czym chcą opowiedzieć widzom i w pierwszych odcinkach wyraźnie ciągnęli historię na siłę, upychając ją męczącymi lub niepotrzebnymi wątkami. Dopiero w drugiej połowie coś ruszyło, wreszcie było interesująco, a finał wypadł niezwykle dobrze. Na tyle dobrze, że naprawdę jestem ciekawa co wydarzy się w sezonie trzecim. Bo najczęściej po takim spadku formy zrażam się do serialu, ale w tym przypadku nieubłaganie następująca wewnętrzna przemiana Normana i to samograj i liczę na to, że twórcy odpowiednio ją wykorzystają. Olbrzymie brawa należą się Freddiemu Highmore’owi, który po raz kolejny udowodnił, że jest idealnym Normanem Batesem, a to jego spojrzenie w końcowej scenie finałowego odcinka... kto pomyślał o Psychozie, przyznać się!:D Podsumowując, pomimo wielu wad i niedociągnięć, Bates Motel wciąż wzbudza we mnie pozytywne emocje i co tu dużo pisać, jestem ciekawa, co będzie dalej. A drugi sezon oceniam na 6-kę.

I na tym koniec drugiej części, finałowa partia seriali już za tydzień. A w poniedziałek będzie o X-menach, zapraszam!

Gosiakowa

Komentarze (3)

  • czarnyumysl

    Mentalista - zawiodłam się końcem historii Red Johna, takiej historii, ale cieszyło mnie, że nowy będzie nowy start i w końcu było widać, że Patrick czuje coś do Teresy :) A finał bardzo taki słodki. Podchody Jane i to wyznanie w samolocie jak i później końcowa scena. Mam nadzieję, że 7 sezon będzie również ciekawy i dobrze zakończony.

  • rinoasin

    Pewnego rodzaju restart Mentalisty sprawił, że moje zniesmaczenie historią Czerwonego Jaśka się zatarło. Patrick i Teresa są razem cudowni, choć trochę Pedro Pascala mi żal, bo jak nie rozbita głowa to znowu dziewczyna zostawia dla innego, ten to sobie role dobiera;)

  • czarnyumysl

    Faktycznie role dobiera sobie bardzo ciekawe i krótkie wręcz. A szkoda, bo facet ma talent. Chyba miałam podobnie, że cały ten restart ujawnił mi inne spojrzenie na Mentalistę, że mało mnie wkurza ten koniec historii RJ, chociaż nadal mnie zastanawia, że ten gołąb schowany w kieszeni nic się nie odzywał i nagle bach wyciąga go Jane. Dobra nie ważne to tylko takie moje przemyślenia.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci