Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Filmowe podsumowanie roku 2013 vol.2

rinoasin

Nadszedł czas na drugą część moich filmowych podsumowań. Tym razem na cel wezmę sobie...

Rozczarowania filmowe 2013

Tytuły tutaj przedstawione miały zadatki na bardzo dobre filmy, ale coś poszło nie tak i skończyło się na wielkim rozczarowaniu.

Nędznicy 

Ten film mógłby się równie dobrze nazywać: „Galeria śpiewających twarzy”, bo to, co najbardziej zapamiętałam z całego seansu to te koszmarne zbliżenia kamery na aktorów praktycznie przy każdym utworze. Całość jest też zdecydowanie za długa, a większość piosenek należy do koszmarnie monotonnych. Aktorstwo ratuje seans – Hugh Jackman i Anne Hathaway błyszczą jak nigdy dotąd i nawet dla nich warto film obejrzeć. Jeśli jednak odczuwacie olbrzymią potrzebę zapoznania się z historią Jeana Valjeana to najlepiej sięgnijcie po książkowy oryginał.

Recenzja tutaj

Hitchcock

W poprzedniej notce wspominałam, że filmy telewizyjne mogą być lepsze od kinowych. I tak właśnie było z „Dziewczyną Hitchcocka” zdecydowanie lepszą od wersji z Anthonym Hopkinsem w obsadzie. A szkoda, bo kinowa opowieść o powstaniu „Psychozy” miała zadatki na zostanie filmem wybitnym. Mieliśmy doskonałą obsadę i świetny temat przybliżający Nam historię powstania jednego z lepszych dzieł mistrza grozy. Szkoda tylko, że całość niezgrabnie lawirowała pomiędzy planem a życiem osobistym głównego bohatera. Miejmy nadzieję, że tegoroczny oscarowy pewniak „Ratując pana Banksa” nie powtórzy tego błędu.

Lincoln

Przez większą część seansu – świetny. Niestety, potem dostajemy końcówkę rozciągniętą do 30 minut, która z miejsca rzucała nieprzyjemny cień na wszystkie poprzednie sceny. Ach, panie Spielberg, kiedy się pan nauczy dobrze kończyć swoje filmy?

O filmie tutaj.

Ralph Demolka

Wizualnie – prześliczny, tematycznie – pełen możliwości, fabularnie – koszmarnie przewidywalny. Świat zamieszkały przez bohaterów gier, spotkania czarnych charakterów w kółeczku, bohaterowie znanych tytułów – z tego można było stworzyć naprawdę zabawną historię nie tylko dla dzieci, ale i dla dorosłych. Ale najwyraźniej wykorzystywanie znanych graczom postaci musiało drogo kosztować Disneya i ten ostatecznie wykorzystał ich potencjał do minimum, całą historię umieszczając w kolorowym, cukierkowym świecie. A może to nie skąpstwo, a chęć zapełnienia portfela z sprzedaży zabawek nowych bohaterów? Nie ważne, która odpowiedź będzie właściwa – „Ralph Demolka” to niewykorzystany potencjał. Ponoć ma być druga część, a ja oddam królestwo za Mario!

Niepamięć

Jak dla mnie - fabularny recykling. Bo czego tutaj nie mieliśmy! Trochę „WALL.E”, dużo „Moon”, kawałek „Jestem Legendą”, a nawet coś z „Matrixa” się znajdzie. Można jednak obejrzeć dla ślicznych zdjęć, ładnej scenografii, wspaniałej muzyki oraz zjawiskowej Andrei Riseborough, która z gracją kradnie film. Cała reszta zdecydowanie popadnie w niepamięć. 

Spring Breakers

Przez cały seans nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że podczas kręcenia filmu Harmony Korine był więcej niż pewien, że odkrył wielką tajemnicę współczesnego świata. Tyle, że nie. Fakt, że współcześni młodzi ludzie są zapatrzeni w celebrytów i kolorowy, sztuczny świat rodem z MTV jest oczywisty dla każdego, kto ogląda tv, przegląda sieć czy czyta gazety. Jednak tytuł doskonale broni się od strony technicznej – montaż, ogłuszająca muzyka, kolorowe zdjęcia – to wszystko sprawia, że film ogląda się niesamowicie szybko i w sumie bezboleśnie. No i jest jeszcze świetny James Franco w obsadzie, jednocześnie śmieszny i straszny, zdecydowanie trudny do zapomnienia. W przeciwieństwie do całej historii.

Recenzja tutaj.

Noc oczyszczenia

Ale pomysł! Z tego mogło powstać coś naprawdę strasznego, bo skoro w jedną noc można robić co dusza zapragnie, w ludziach powinny puszczać wszelkie hamulce. Nie lepiej by było, gdyby historia pokazywała widzom stopniową dehumanizację bohaterów, którzy przykładowo postanowili coś ukraść a ciąg przyczynowo skutkowy sprawił, że pod koniec zamienili się w prawdziwe zwierzęta? Ale nie, to byłoby zdecydowanie trudniejsze do napisania, dostaliśmy wiec film z gatunku home invasion, który do najlepszych nie należy. Warto jednak obejrzeć dla sceny, w której Rhys Wakefield wcielający się w nieznajomego mężczyznę uprzejmie próbuje przekonać bohaterów do wydania ukrytego przez nich uciekiniera – coś przerażającego!

Jack the Giant Slayer      

Ojojo. Kocham wszelkie bajkowe wariacje i aż mnie boli, że kolejna jest poniżej przeciętnej. Mamy tak żałosnego przeciwnika, że równie dobrze mógłby zostać wycięty z filmu i nikt by tego nie zauważył, mamy masę olbrzymów, których animacja była tak koszmarna i tania, że poważnie zastanawiam się czy nie została wycięta z filmu z lat 90-tych, mamy także durne zakończenie przyprawiające widza o ból głowy. Całości broni obsada i ładne zdjęcia, oby Bryan Singer najnowszymi X-menami wrócił do formy!

Elizjum 

Jak to mówią, drugi film jest zawsze najtrudniejszy dla reżysera i w tym przypadku Neill Blomkamp nie był w stanie przeskoczyć poprzeczki jaką sobie podniósł „Dystryktem 9”. Bo w moim odczuciu „Elizjum” to kalka pierwszego filmu Bolmkampa, tyle że zamerykanizowana na potęgę. Nie najgorszy pomysł zginął w tonie słabszych, o przesłodzonym i nielogicznym zakończeniu nie wspominając. Szkoda, liczyłam, że będzie lepiej. 

Kraina lodu

Wizualnie śliczna, ale fabularnie za naiwna. Owszem, może moje postrzeganie filmu jest nieco ostre, bo oczekiwałam czegoś na miarę rewelacyjnych „Zaplątanych”, a dostałam coś zdecydowanie gorszego. Nie jest to jednak zła bajka, wciąż można się na niej dobrze bawić, o ile obniży się swoje fanowskie oczekiwania i przestanie liczyć, że „Frozen” ma cokolwiek wspólnego z baśnią Andersena.  

    

Recenzja tutaj.

Gangster Squad

Świetny pomysł, wspaniała obsada i zmarnowany potencjał. Historia jest przeraźliwie jednowymiarowa, a bohaterowie płascy jak kartka papieru. Chcecie obejrzeć gangsterskie porachunki i klimatyczną otoczkę do tego? Polecam „Zakazane imperium”, na gangsterów z bożej łaski szkoda tracić czasu.

Wielki Gatsby

Jaki ładny! Jaki kolorowy! Jaki szybki! Jaki wtórny! Luhrmannowi najwyraźniej się pomysły się skończyły, bo kilka scen przekopiował żywcem z „Moulin Rouge!”, co dla mnie jest szczytem reżyserskiego lenistwa oraz brakiem jakiegokolwiek szacunku dla widza. Jeśli chcecie poznać historię Jaya Gatsby’ego, weźcie się za o wiele lepszy film z 1974 roku. 

Recenzja tutaj.  

Na dziś tyle. Jutro będę słodzić, bo czas na najlepsze filmy roku 2013. Zapraszam!

Gosiakowa 

PS. Po seansie pierwszego epizodu „Sherlocka” zdecydowałam, że dostatnie on jedną długą notkę po zakończeniu tego sezonu. Swoją drogą – dlaczego dalej dostajemy tylko 3 epizody na sezon? To stanowczo za mało! 

Komentarze (2)

  • Gość: [Eśka] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Piątka za lubienie Zaplątanych, naprawdę nie rozumiem, dlaczego tylu moich znajomych hejtuje ten film, jak dla mnie to jedna z lepszych produkcji Disneya w ogóle. Frozen mnie dosyć boli, bo potencjał był. Elza jest wspaniała, fanuję i zapętlam Let it go, ale kto do tego filmu wsadził trolle - kamienie, motyw z siedzeniem w pokoju przez x lat, Olafa i opkowe usunięcie rodziców?

  • rinoasin

    Ej, jak można hejtować Zaplatanych? Cytując Lemongraba - unacceptable!!! A co do Frozen to wygląda na to, że się zgadzamy we wszystkim - Elsa i jej Let it go są cudowne (też mam zapętlenie tej piosenki na mojej mp3ce:D), ale po co trolle wyrwane z zupełnie innej bajki, po co bałwan, który nic nie wniósł do historii, po co czarny charakter ujawniający się tuż przed końcem filmu? Uśmiercenie rodziców w sumie wpisuje się w kanon, bo większość głównych bohaterów Disneya to sieroty bądź półsieroty. Mnie bardziej irytowało to, że rodzice byli naprawdę toksyczni i uważali, że pomagają córce, a tak naprawdę robili jej wielką krzywdę, nie dziwota, że w końcu coś w niej pękło. I jeszcze pytanie - skoro Elsa została ukoronowana 3 lata po śmierci rodziców, to kto przez ten czas rządził królestwem? Denethor?

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci