Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Goniąc za Czerwonym Jasiem

rinoasin

Siostra mnie zabije, bo tutaj miała się pojawić recenzja „Labiryntu” a jej dalej nie ma. Nie to, że nie chcę jej napisać, ale czasami pojawiają się ciekawsze, bardziej kuszące tematy. A jak naucza piosenka Jerzego Stuhra, czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Tak więc jak muszę napisać o ostatnim epizodzie „Mentalisty”, bo oto w końcu poznaliśmy prawdziwą tożsamość Red Johna, a co za tym idzie, dowiedzieliśmy się, czy Patrick Jane dostał swoją upragnioną zemstę czy też nie. Z miejsca ostrzegam przed spoileram, ale to chyba oczywiste, że nie da się pisać o tożsamości Czerwonego Jasia bez zdradzania jej, prawda?

Zacznijmy od tego, że Bruno Heller przez sześć sezonów stworzył bardzo potężnego przeciwnika dla głównego bohatera. Czasami aż za bardzo potężnego, bo Red John wydawał się wręcz bogiem, mógł dostać się wszędzie, dorwać każdego, bez najmniejszej szansy na demaskację. Dodajmy do tego fakt, że śledztwo Patricka było prowadzone w tempie spitego ślimaka czyli bardzo wolno i otrzymujemy szybko rosnącą irytację widzów. Nie pomogło także przesunięcie emisji na niedzielę – widownia zaczęła się systematycznie zmniejszać. Może właśnie takiego kopa w tyłek potrzebowali scenarzyści i WRESZCIE zaczęli poszukiwania z prawdziwego zdarzenia. Dostaliśmy listę siedmiu podejrzanych, a serial ruszył z kopyta. Pierwszy epizod najnowszego sezonu był dobry, ale z każdym kolejnym tygodniem byłam coraz bardziej wciągnięta w śledztwo i nagle uświadomiłam sobie, że po praz pierwszy podczas oglądania „Mentalisty” chciałam więcej i więcej. Potrzebowałam na to sześciu lat, ale proszę, twórcom w końcu się udało mnie wciągnąć w świat Patricka Jane’a. I wszystko było dobrze do czasu ujawnienia prawdziwej tożsamości Czerwonego Jasia, którym okazał się szeryf Thomas McAllister. 

Kto? – zapytał cały świat.

WTF? – zapytałam ja. 

No dobra, wiem, że szeryf pojawił się na liście Patricka, ale nigdy nie sądziłam, że gość, który przed szóstym sezonem pojawił się tylko W JEDNYM epizodzie będzie Red Johnem. I w porządku, gdybyśmy go jeszcze zapamiętali, ale gdy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcia kandydatów, z miejsca pomyślałam: a to kto? I przez głowę mi nie przeszło, że to będzie ten wielki morderca, a nie zmyłka dla widzów. Przyznaję, że prawie od początku mojej przygody z serialem obstawiałam Bretta Partridge’a i wręcz nie brałam pod uwagę opcji, iż Red Johnem będzie kto inny. Bo spójrzmy na gościa – niepozorny, pracujący dla policji, a co za tym idzie mający szansę na nawiązanie odpowiednich kontaktów i, co najważniejsze, niedoceniany przez Patricka. I to właśnie tak bardzo mnie w tej teorii tak mocno utwierdzało – Patrick był tak zatracony w wendecie i swoim wyimaginowanym obrazie Jasia, że nie był w stanie dostrzec tego prawdziwego pod swoim nosem. Pamiętacie pierwsze pojawienie się Moriraty'ego w „Sherlocku”? Tutaj liczyłam na coś podobnego, ale nie, twórcy mieli własny scenariusz. I dobrze, machnęłabym ręką na swoje teorie gdyby prawdziwa tożsamość Reda była przekonująco wprowadzona. Ale NIE BYŁA.

Ogólnie cała akcja w kościele w moim odczuciu była wyjęta z jakiejś farsy, a nie z „Menatlisty”. Patrick zostaje przeszukany, wchodzi do świątyni, a potem sens zakłada siedmiomilowe buty i oddala się w prędkości światła. Ukryty pistolet jeszcze jakoś mogłam przeżyć, ale gołąb? Gołąb? Szczucie gołębiem? Boru, jak to napisałam, to zabrzmiało jeszcze głupiej. A potem był pościg. Pościg tak absurdalny, że zaczęłam czekać, aż całość zostanie puszczona w przyśpieszonym tempie w akompaniamencie muzyczki z „Benny’ego Hilla”. Wtedy przynajmniej mogłabym się pośmiać! Dobrze przynajmniej, że sama scena duszenia naprawdę była sprawnie nakręcona i zagrania. Simon Baker stanął na wysokości zdania i na twarzy jego bohatera było widać wszystkie negatywne emocje związane z utratą rodziny wreszcie znajdujące ujście. Przynajmniej tyle. 

Czytałam wiele negatywnych opinii na temat uczłowieczenia Jasia, który w ostatnich sekundach żywota okazał się mięczakiem bojącym się śmierci. Przyznaję, że jego mruganie dało mi odrobinę satysfakcji, w końcu miał na sumieniu tylu ludzi. Ale z drugiej strony przecież to socjopata, nie lepiej by było gdyby po pytaniu Paricka nie mrugnął w ogóle? To by było coś! Ale nie, oto szeryf-psychopata po postrzeleniu biega jak rasowy sprinter i mruga na zawołanie. Uch... A pamiętacie fałszywego Red Johna z trzeciego sezonu? Gościa widzieliśmy po raz pierwszy, nigdy wcześniej się nie pojawił w serialu. Po prostu dosiadł się do Jane’a i zaczął rozmawiać. I to było świetne! Pal szczęść, że facet nigdy wcześniej się nie pojawił! Jego słowa, jego spojrzenie – to wszystko było iście przerażające. I taki powinien być nasz morderca. A zamiast tego rozczarowanie było tak wielkie, że nawet sam Patrick nie potrafił go ukryć. 

Teraz zostaje pytanie co dalej – fabuła przeskoczy o dwa lata, tyle wiem. Nie zamierzam oglądać filmików promocyjnych czy czytać spoilery. Poczekam, obejrzę i westchnę, bo jeszcze długo będę zmagać się z serialowym rozczarowaniem. A najlepiej będzie jak napiszę: kończ waść, wstydu oszczędź!

Zielona Gosiakowa  

Igrając z ogniem >

< W labiryncie człowiek człowiekowi wilkiem

Komentarze (3)

  • czarnyumysl

    Ja bardzo czekałam na ten odcinek i w ogóle nie oglądałam żadnych promo, ani nie czytałam żadnych wycinków w necie by spokojnie zasiąść przed monitorem i obejrzeć tak ważny odcinek. I co ... Czekałam w napięciu i czekałam serce waliło mi czasem, aż stanęło i ... K**wa co jest !? Lisbon co z tobą? Red John kuźwa no polecieli po bandzie. Przez cały czas sądziłam, że to będzie osoba, która była blisko Patricka i miała wgląd we wszystko co robił. Pasował idealnie Brett ... A tu taka klucha ... Nie pasuje mi szeryf. W sumie granie aktorów było niesamowite. RJ czeka, aż PJ zacznie zadawać pytania a tu lipa i to zaskoczenie i rozczarowanie na jego twarzy idealnie pasowało. A Simon w ostatnich minutach filmu po prostu tak fantastycznie zagrał twarzą każdą emocję, że nie mogłam się napatrzeć. I ta cisza na końcu odcinka bardzo wymowna.
    Ale to tyle ... Nie chcę też oglądać żadnych filmików i czytać o następnym odcinku, bo chce obejrzeć tak jak ten z wyczekaniem co będzie po tych dwóch latach.

  • gawithpl

    Ja olałem Mentalistę już po początku 4 sezonu, jak się rakiem wycofali ze świetnego zakończenia tematu Red Johna w centrum handlowym. Ale dalej cicho liczyłem, że kiler to druga osobowość rozdwojonego Patryka. Kiczowate, ale jakie pasujące.

  • rinoasin

    @gawithpl, rozdwojenie jaźni choć byłoby pójściem na łatwiznę, to i tak byłoby lepszym wyjściem od tego, co wymodzili scenarzyści, moim zdaniem;).
    @czarnyumysl, o właśnie, jeszcze Lisbon - zawsze sądziłam, że będzie miała ona większy udział w kropnięciu Jasia, a tymczasem cały epizod grzecznie przesiedziała, co wtf?:| A co do Bretta to miałam głupią nadzieję, że gdy Cho poszedł odwiedzić jego zwłoki nagle usłyszymy: "To nie on!" i wtedy wszystko stanie się jasne.
    A co do dalszych odcinków to po cichu liczę, że scenarzyści dalej będą się trzymać stałej fabuły, która rozwiąże się pod koniec tego sezonu. Nie oszukujmy się, ale "Mentalista" jest słabym proceduralem z nudnymi i przewidywalnymi śledztwami, a ostanie powiązane ze sobą odcinki były świetnie pomimo okropnego końca. No ale zobaczymy co tym razem wymyśli Heller.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci