Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Filmowe podsumowanie roku 2012 vol. 1

rinoasin

Zgodnie z obietnicą – subiektywne podsumowanie filmów 2012 roku. Zważywszy na to, że  tekst razem z obrazkami trochę ważył, blox.pl zastrajkował i odmówił publikacji. Dlatego też podsumowanie będzie podzielone na trzy części, każda przypisana innej kategorii - najlepszym filmom, najgorszym i największym rozczarowaniom. Jeśli jakiś film nie znalazł się na liście to z dwóch możliwych powodów – albo uznałam, że na to nie zasługuje, albo po prostu go nie widziałam. 

Najlepsze filmy 

Nie zawsze były idealne, ale miały w sobie to „coś” wybijające je z tłumu innych produkcji. 

Dziewczyna z tatuażem

Mistrz thrillera, David Fincher, po raz kolejny pokazał klasę. Jego „Dziewczyna z tatuażem” bez większych trudności wdeptała swój skandynawski oryginał w ziemię. Mamy tutaj świetny scenariusz, doskonałe aktorstwo (Rooney Mara!), klimatyczne zdjęcia i genialną muzykę. A na samym początku dostajemy prawdziwą perłę – magnetyczne intro, które dosłownie wbija w fotel. Panie Fincher, chcę więcej! 

 

Spadkobiercy

Mały - wielki film. Cicha, smutna historia pełna ciepła, nie tylko tego płynącego z hawajskiego słońca. George Clooney po raz kolejny pokazuje aktorską klasę, a Alexander Payne udowadnia, że jest mistrzem w magnetycznym opowiadaniu prostych historii. 

 

Hugo i jego wynalazek

Gdy usłyszałam, że Martin Scorsese wziął się za reżyserię filmu dla dzieci, zaczęłam się bać. Teraz mogę z winną miną uderzyć się w pierś – wielki twórca z łatwością stanął na wysokości zadania. Jego „Hugo” to magiczna baśń o osamotnieniu, utracie i odzyskiwaniu zagubionego sensu życia. Plus wspaniała obsada z młodymi Asą Butterfieldem i Chloë Grace Moretz na czele. Całość uzupełnia magiczne tło Paryża, cichego bohatera filmu. 

 

Artysta

Oto prawdziwa magia kina – w prosty sposób opowiedzieć o rzeczach trudnych praktycznie bez użycia słów. Brawa dla aktorów (Jean Dujardin wygląda jak żywcem wyjęty z lat 20-tych XX wieku!), reżysera i scenarzysty w jednym oraz montażystów, którzy nadali filmowi ducha klasycznych niemych dzieł. Brawa za „Artystę”!

 

Igrzyska śmierci

Satyra na współczesne media, przesłanie antywojenne, krytyka politycznych manipulacji – każdy widzi w „Igrzyskach śmierci” coś innego. Nie interesuje mnie specjalnie kto ma rację, dla mnie to przede wszystkim dobry film – trzymający w napięciu, wzruszający i doskonale zagrany. Największe brawa należą się oczywiście ślicznej i niesamowicie zdolnej Jennifer Lawrence, która udowadnia, że główna bohaterka ekranizacji książki dla młodzieży nie musi być bezmózgą mimozą z wiecznym opadem szczęki. Tylko czekać, aż dostanie pierwszego Oscara, za co mocno trzymam kciuki. 

 

Pełna recenzja filmu tutaj.


Avengers

Nie ma nic lepszego niż przyjemność czerpana z czystej rozrywki. Pięć dobrych filmów zostało uwieńczonych rewelacyjnym finałem. „Avengersi” są doskonale wyważeni, mają ciekawych bohaterów, doskonałego przeciwnika i Tony'ego Starka, który jest tak cudowny, że zaliczam jego obecność jako osobny plus. Niecierpliwie czekam na pierwszy film z drugiej fazy czyli „Iron Mana 3” bo nudno mi bez marvelowskich bohaterów. 

 

Pełna recenzja filmu tutaj

Dom w głębi lasu 

Zróbcie sobie przysługę i nie patrzcie na niskie oceny na FilmWebie, bo ludzie najwyraźniej filmu nie rozumieją i nie potrafią czerpać radości z tak świetnego tytułu. Ich strata. Dla mnie, „Dom w głębi lasu” był zaskoczeniem roku – do kina wybrałam się bez większych oczekiwań, a podczas seansu dostałam czyste szaleństwo. Bo w filmie mamy wszystko – wciągającą historię, parę strasznych scenek, czarny humor i tyle wspaniałych nawiązań do klasyki horrou, że bez problemu można by na ten temat pracę magisterską napisać. Po seansie „Domku” i „Avengersów” uznaję, że kinomaniacy powinni gorąco podziękować Jossowi Whedonowi za dwie niezapomniane przygody w 2012.

 

Kronika

I kolejny nie do końca zrozumiany film. Historia trójki nastolatków zdobywających moc telekinezy to antyteza opowieści o superbohaterach – tu nie ma heroicznej walki o dobro ludzkości, tu jest chęć zdobycia akceptacji innych i walka o lepsze jutro. Olbrzymi plus za niejednoznacznych bohaterów i realistyczne przedstawienie ich poczynań – każde podjęte przez nich działanie jest w pełni uzasadnione i zrozumiałe dla widza, a przez to bardzo angażujące. Dodatkowo „Kronika” przedstawiła szerszej publiczności doskonałego Dane’a DeHaana, nie mogę się doczekać jego występu w kontynuacji „Niesamowitego Spider-Mana”!

 

O „Kronice” parę słów także tutaj

Mroczny Rycerz powstaje

Satysfakcjonujące zakończenie trylogii, które co prawda nie przebiło poprzedniej części, ale i tak zapewniło widzowi seans na poziomie. Mamy ciekawy czarny charakter, doskonałe wprowadzenie Seliny Kyle do historii, emocjonujący finał i mini-zaskoczenie na koniec. Drobinę szkoda, że nie zobaczymy już więcej Gotham stworzonego przez Nolana, ale z drugiej strony lepiej ze sceny zejść niepokonanym. 

 

Pełna recenzja tutaj.

Niesamowity Spider-Man

Niesamowite w tym filmie jest to, że z każdym seansem doceniam go coraz bardziej. Opowiedziana przez Webba historia jest dobrze znana widzom z wcześniejszej trylogii, a mimo to o wiele lepsza, świeższa. Peter jest przesympatyczny i kibicujemy mu nie dlatego, że mu współczujemy, a dlatego bo go lubimy, Gwen nie jest wieczną damą w opresji, ale potrafi wziąć sprawy w swoje ręce, a wujek Ben nie jest tylko kopalnią patetycznych złotych myśli, a sympatyczny gościem, po którego śmierci rzeczywiście cierpimy. Niecierpliwie czekam na drugą część i trzymam kciuki za włączenie Spider-Mana do Avengersów. 

 

Pełna recenzja filmu tutaj

Faceci w czerni 3

Fani czekali aż dziesięć lat na powrót agentów J i K, a gdy ten nastąpił, zostali uraczeni wspaniałą przygodą. Pomysłowe zwroty akcji, zabawne dialogi, doskonałe aktorstwo – szczególnie Brolin i Stuhlbarg – a także ładne spięcie klamrą wszystkich części jedną sceną. Liczę na szybki powrót facetów w czarnych garniturach. 

 

Recenzja wszystkich części tutaj

Kobieta w czerni

Ze straszeniem tu różnie bywa, ale jaki ten film ma klimat! Jakie cudowne zdjęcia i scenografię! Prawdziwa uczta dla oka głodnego mrocznych i strasznych lokacji. Dodajmy do tego wciągającą historię i niezłą rolę Daniela Radcliffe’a, który po zakończeniu przygody z Harrym Potterem zaczyna rozwijać aktorskie skrzydła (koniecznie obejrzyjcie „Young Doctor's Notebook” – gra jak nie on!). Więcej takich horrorów, a świat będzie lepszy!

 

Moonrise Kingdom

Filmowa perła! Wes Anderson z mistrzowską precyzją miesza z sobą filmowe gatunki, raz rozśmieszy, raz wzruszy, innym razem zachwyci. Dodajmy do tego rewelacyjną obsadę (czapki z głów dla debiutujących Jareda Gilmana i Kary Hayward!) i charakterystyczne dla reżysera nasycenie przepięknym kolorami – ciężko oderwać wzrok!

 

Pełna recenzja tutaj.

Sherlock Holmes: Gra cieni

Nie tak dobry jak część pierwsza, ale mimo to dostarczający widzowi masę rozrywki. Duet Robert Downey Jr. - Jude Law jest rewelacyjny, pomiędzy aktorami jest taka chemia, że widz z miejsca wierzy w ich burzliwą przyjaźń. Dodajmy do tego świetnego Jareda Harrisa – jego Moriarty wygląda niewinnie, ale jego diabelskie oblicze szybko wychodzi na wierzch. Umysłowy pojedynek Moriarty konta Holmes to chyba najlepsza scena w filmie. Szkoda, że nieobliczalny profesor nie powróci w zapowiadanej trzeciej części.

 

Atlas chmur

Esencja magii kina – choć film nie jest perfekcyjny, przez niemal trzy godziny trudno oderwać od niego wzrok. Ogromnie boli mnie niedocenienie tego tytułu zarówno przez widzów jak i krytyków. Po cichu liczę, że spotka go los „Łowcy Androidów” i po latach zyska miano kultowego. A nawet jeśli, dla mnie już jest kultowy. 

 

Recenzję znajdziecie tutaj

Skyfall

Jak miło iść do kina bez większych oczekiwań i dostać tak wiele! Bond imponuje pod każdym względem – historia jest ciekawa, aktorstwo najwyższej klasy, czarny charakter rewelacyjny, intro hipnotyzujące, a zdjęcia przykuwają wzrok. Takiego Bonda kocham i jeśli następny film będzie równie dobry to uroczyście przysięgam, że nadrobię pozostałe filmy z serii (bo wszystkich nie wdziałam) i każdy zrecenzuję. Trochę tego będzie, ale co tam, jestem niczym agent 007 – gotowa na każde ryzyko!

 

Recenzja pełna zachwytów tutaj.

Róża 

Nie jestem wielką fanką polskich filmów i gdy coś ojczystego jest wyświetlane w pobliskim kinie, najczęściej omijam je szerokim łukiem. Cieszę się jednak niezmiernie, że obejrzałam „Różę”, kolejny rewelacyjny film Wojciecha Smarzowskiego. Tytuł z jednej strony poruszał delikatnością, by następnie bez ostrzeżenia uderzyć w widza okrucieństwem. W tym szaleństwie jest metoda, bo obejrzane obrazy na długo zostają w pamięci. Nie rozumiem tylko jednego – dlaczego ten film nie został wybrany na polskiego kandydata do Oscara? Statuetka byłaby w kieszeni! 

 

Frankenweenie

Po przeraźliwie słabych „Mrocznych cieniach” Tim Burton pokazał, że jednak potrafi. Duża w tym zasługa tego, że po raz pierwszy od paru lat adaptuje scenariusz opierający się na własnym pomyśle. Znowu jest świeżo, magicznie, groteskowo i turpistycznie, jak za dawnych lat. Witamy z powrotem, panie Burton! 

 

Hobbit: Niezwykła podróż

Zaiste, niezwykła podróż! Peter Jackson powraca do Śródziemia z taką lekkością jakby nigdy go nie opuszczał. Jest magicznie, zabawnie, ekscytująco i, oczywiście, epicko. Brawa za skompletowanie rewelacyjnej obsady z Martinem Freemanem na czele. Po drugim seansie filmu zaczynam podejrzewać, że w poprzednim wcieleniu był hobbitem.

 

Recenzja tutaj.

Gangster

Lubię filmy o groźnych gangsterach i czasach prohibicji. Co prawda bracia Bondurant gangsterami nie byli (fail ze strony niezawodnych tłumaczy), ale gdy chcieli, potrafili być niebezpieczni. Historia, choć snuje się leniwie do przodu, niezwykle wciąga i słuszne jest nazywanie tego filmu „balladą”. Plus Tom Hardy, który zaczyna wyrastać na mojego nowego filmowego ulubieńca.

 

Wstyd

Tom Hardy, Tomem Hardym, ale i tak wciąż moim aktorskim faworytem zarówno pod względem wyglądu jak i talentu pozostaje Michael Fassbender (ojej, dawno o nim na Neonie nie wspominam! Aż, no właśnie – wstyd bierze). Gość nie boi się wyzwań, co udowodnił w najnowszym filmie Steve’a McQueena i zrobił to na najwyższym poziomie – przez cały seans trudno oderwać wzrok. Dla mnie absolutnym mistrzostwem jest krótka scena, gdy główny bohater siedząc w metrze posyła współpasażerce najbardziej elektryzujące spojrzenie w historii kina. Ach, aż chce się jeździć metrem! Żeby nie było, że jestem stronnicza – „Wstyd” to naprawdę dobre kino, mocne i odważne, z cudowną rolą Carey Mulligan, która obok Jennifer Lawrence i Emmy Stone jest moją ulubioną aktorką młodego pokolenia. Nic, tylko życzyć Oscara za „Wielkiego Gatsby’ego”.

 

Bestie z południowych krain

Czy to bajka, czy nie bajka? W tym przypadku to nieważne, ważne jest to, że film jest świetny. Benh Zeitlin udowadnia, że ma zadatki na rewelacyjnego reżysera – jego film to kwintesencja magicznego realizmu, z jednej strony radosnego, z drugiej poruszającego. Dodatkowo rewelacyjna Quvenzhané Wallis w roli głównej – oglądanie tak zdolnej i naturalnej debiutantki to uczta dla oka. 

 

Nietykalni

Lekko o rzeczach trudnych. Nie jestem wielką fanką francuskiego humoru, ale w tym przypadku podbito moje serce ciepłem i bezpretensjonalnością bijącą z ekranu, tym bardziej, że opowiedziana historia jest oparta na prawdziwych zdarzeniach. Polscy reżyserzy powinni „Nietykalnych” obejrzeć kilka razy by pojąć jak kręcić doskonałe komediodramaty.

 

I tyle. Zapraszam do zapoznania się z rozczarowaniami i najgorszymi filmami roku 2012.   

Gosiakowa     

Komentarze (3)

  • pscottie150

    Fajny wpis. Zapraszam do siebie :)

  • Gość: [zaburzeniablog] 81.162.208.*

    odniosę się tylko do tego tytułu - Atlas Chmur. byłam na tym w kinie. w mojej jakże skromnej opinii TRAGEDIA. naprawdę nie wiem co to w ogóle było. na początku prawie zasnęłam. niestety mi się ten film bardzo nie podobał. a słyszałam wcześniej, że ponoć to dobra produkcja. niestety ja się zawiodłam. ledwo przetrwałam w kinie do końca seansu.

  • rinoasin

    @zaburzeniablog - jak jest napisane na początku, artykuł jest subiektywny i w moim odczuciu "Atlas chmur" to film bardzo dobry, nie idealny, ale bardzo dobry, o czym wspominałam w pełnej recenzji. Im dłużej mija dni od mojego pierwszego seansu, tym bardziej go doceniam - historie, których motywem przewodnim jest wolność (i różne je rodzaje) łączą się z sobą zarówno w sposób oczywisty, jak i czasem ukryty. Najlepszy przykład - podczas pierwszej próby ucieczki z domu starców Timothy krzyczy: "Soylent green to ludzie!" - jest tutaj oczywiste nawiązanie do "Zielonej pożywki" z 1973, którego bohaterowie odkrywają, że spożywana przez nich żywność jest pochodzenia ludzkiego. Czy ta sytuacja nie przypomina odkrycia Sonmi o powstawianiu Mydła? Wyliczać można długo, gdyż film dostarcza 3 godziny do analizy. Ja wiem, że Atlas można albo kochać albo nienawidzić bo jest specyficzny, ale pisanie o nim "TRAGEDIA" jest śmieszne - ok, historia historią, ale pozostałe elementy - gra aktorska, scenografia, montaż, charakteryzacja - wysoki, jeśli nie najwyższy poziom, daleki od tragedii. Ja "TRAGEDIĄ" nazywam filmy Uwe Bolla czy też straszliwy "The Room" bo na to zdecydowanie zasługują.

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci