Menu

Neon

Popkultura w jasnym świetle

Seryjni mordercy są wśród nas

rinoasin

Z lekkim poślizgiem na Neonie lądują Dexter Morgan i Patrick Jane. Obu panów zostawiliśmy w ważnych życiowych momentach – Dexter został przyłapany przez swoją siostrę na morderstwie, Patrickowi natomiast udało się złapać popleczniczkę Red Johna. Jak te zdarzenia miały wpływ na ich dalsze życie – mogliśmy się przekonać w tym tygodniu.

(Spoilery)

Zacznijmy od Dextera. Muszę przyznać, że poprzedni sezon był dla mnie olbrzymim rozczarowaniem i wizja kolejnej serii wcale mnie cieszyła. Jednak mam to do siebie, że jak już zaczynam coś oglądać to kończę, nieważne jak bardzo się męczę. Tak więc bez żadnych obietnic rozpoczęłam seans „Are You....?” i… spodobało mi się. Nie wiem jak dalej potoczy się historia naszego ulubionego seryjnego mordercy, ale poziom pierwszego odcinka nastroił mnie niesamowicie pozytywnie, choć jak to w moim przypadku – bez jęczenia się nie obyło. Ale zacznijmy od tego, co mi się podobało – otwierająca scena doskonale dezorientowała widza – Dexter ucieka, ale co się stało? Debra go wydała? A może coś innego się stało później?... Tysiąc pytań na minutę, a zamiast odpowiedzi wracamy do kościoła i Morganów w morderczym wydaniu. Michael C. Hall świetnym aktorem jest, to wiem od dawna, ale tutaj kupił mnie podwójnie. Jak dobrze wiemy, Dexter słabo sobie radzi z okazywaniem uczuć. Ale w takiej sytuacji musi je pokazać, by przekonać siostrę o swojej niewinności. Więc Michael gra Dextera, który próbuje grać emocje i wychodzi mu to rewelacyjne. Emmy dla tego pana, raz! Jennifer Carpenter nigdy nie powalała mnie na łopatki swoją kreacją, ale też nie odrzucała. Tym razem sprawinie przedstawiła wewnętrzne emocje męczące jej bohaterkę. Mamy zagubienie, niedowierzanie, konfrontację z najgorszymi wspomnieniami, a pod koniec – przegranie graniczące z akceptacją prawdy o bracie. Hall i Carpenter są cudownym duetem* i sceny z tą dwójką podnoszą odcinek o jeden poziom.

A co mi się nie podobało? Zachowanie Dextera – grunt pali mu się pod nogami, siostra zadaje niewygodne pytania i patrzy na ręce, a on… idzie kogoś zabić! Chłopie, serio? Zamiast siedzieć spokojnie w mieszkaniu i czekać, aż burza przeminie, udajesz się na polowanie? Scenarzyści byli świadomi, że takie zachowanie jest głupie i dali bohaterowi kwestię, że gdy wszystko się sypie, zabicie kogoś pozwala mu zachować spokój. No dobra, a co z instynktem samozachowawczym? Gdyby go posłuchał, nie mordowałby faceta na LOTNISKU!**
Nie podobało mi się także szybkie pozbycie się nowego policjanta. Anderson miał duży potencjał, ale scenarzyści uznali, że nie warto poświęcać czasu na rozwój jego postaci i ściągnęli go jednym strzałem. Bum i po sprawie. Oczywiście, wiem, że jego śmierć miała pchnąć wątek ukraińskiej mafii do przodu, ale na pewno dało się to jakoś inaczej zacząć. Przykładowo, od porzuconego samochodu na poboczu drogi. 
Inny zarzut to jeszcze nie zarzut, ale może się w niego przerodzić – gdy Dexter wchodzi do mieszkania przeszukanego przez Debrę na stole leży ręka manekina podesłana przez Louisa. W kolejnych odcinkach dowiemy się, czy bohater powie o tym siostrze, czy też scenarzyści całkowicie to pominą - jeśli to drugie, to bardzo, ale to bardzo mi podpadną.

Podsumowując - odcinek mi się podobał. Było dużo napięcia, zapoczątkowanie obiecujących wątków, no i Ray Stevenson, mam do gościa straszny sentyment po „Rzymie” i nawet jego króciutki występ wywołał na mej twarzy szeroki uśmiech. „Are You....?” zasługuje na 7 punktów, ale jak wcześniej napisałam - duet Dex-Debra udany i za to ocena rośnie o oczko, czyli 8. Oby tak dalej!



A co u naszego ulubionego mentalisty? Próbuje coś wyciągnąć z Lorelei, ale ta uparcie milczy. Oczywiście, złapanie Red Johna to priorytet, ale to serial proceduralny, więc musi się pojawić nowa sprawa. I, niestety, jest ona przeraźliwie nudna i przewidywalna. O wiele, wiele ciekawiej prezentowały się w tym epizodzie potyczki CBI z FBI, które moim zdaniem były najmocniejszym punktem programu. Także fakt, że Teresa po niespodziewanym (a następnie przemilczanym) wyznaniu Patricka całkowicie inaczej na niego patrzy i jest wyraźnie zazdrosna o Lorelei był udany, jestem ciekawa czy scenarzyści jakoś sensownie to rozwiną, czy też po paru odcinka dadzą sobie spokój. 
Poza tym, było słabo. Chyba urok Patricka przestał na mnie działać, bo kompletnie nie potrafiłam się w ten odcinek zaangażować. Dałabym wiele, żeby scenarzyści wreszcie się opamiętali i wprowadzili wątek Red Johna z prawdziwego zdarzenia, a tymczasem wciąż dostajemy to samo – mamy poszlakę, ruszamy o krok do przodu, potem cofamy się aż o trzy. Tym razem chyba będzie podobnie. Piszę „chyba”, bo istnieje szansa, że za zniknięciem Lorelei stoi właśnie FBI. Czy tak faktycznie będzie, przekonam się dopiero w grudniu, gdy nadrobię wszystkie odcinki z nowego sezonu. Bo „The Crimson Ticket” mnie nie przekonał do tego, by co tydzień sprawdzać czy życiowe śledztwo Patricka Jane’a wreszcie ruszy do przodu, czy też nie. Ode mnie 4. Do zobaczenia w święta, mentalisto!

Na dziś tyle. Jutro wracają bracia Wu i anioł Castiel, więc na blogu coś na pewno się na ich temat pojawi. Zapraszam gorąco! 

Gosiakowa  

*nawet jeśli już nie są małżeństwem   
**uwierzcie mi, ciężko było pisać o tej scenie bez użycia przekleństw.

Komentarze (2)

  • gawithpl

    Dex na lotnisku się zachował w sumie jak prawdziwy psycho killer, któremu sytuacja stresowa podkręca żądze do maksimum, więc może to nie było aż takie dziwne ze strony scenarzysty. Ci prawdziwi też robią się bardziej agresywni i niedbali, jak tylko pętla zaczyna im się zaciskać.

    Dobrze wiedzieć, że w Mentaliście ciągle nie dorwali Czerwonego Johna. Ja rzuciłem w kąt po tym jak w premierze czwórki przekreślili sensowne zakończenie wątku z wcześniejszego finału i nastąpiło totalne przegięcie z ilością pomagierów. Zaczynam myśleć, że Red John to nie osoba, a styl życia.

  • rinoasin

    @gawithpl - chyba masz rację, w końcu ciężko mi oceniać poczynania seryjnego mordercy:). Ale nawet jeśli, to Dexter po raz kolejny igra z kodeksem Harry'ego, którego pierwszy punkt brzmi: "Nie dać się złapać" - nie wierzę, że na lotnisku nie ma kamer, któraś na pewno uchwyciła Dexa pchającego wózek ze swoją ofiarą. Nie zdziwię się, jak to morderstwo pewnego dnia wybuchnie bohaterowi w twarz.
    Co do Mentalisty - za serial wzięłam się ze względu na postać Red Johna, bo uwielbiam seryjnych morderców w serialu. Tymczasem scenarzyści na pełny sezon dają widzom max 4 odcinki o nim, reszta to na ogół nudne sprawy, mam tego zdecydowanie dosyć, seriale proceduralne nie są dla mnie. A co do stylu życia - nie zdziwiłabym się gdyby sam Patrick okazał się Red Johnem (choć to byłoby pójście na łatwiznę ze strony twórców).

© Neon
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci